logotyp
Ula Kowalczuk

Ula Kowalczuk jest specjalistką od marketingu i reklamy oraz miłośniczką koni i jeździectwa. Prowadzi stronę www.konizmy.pl. Jej debiutancka książka „Koń jak jest, każdy widzi – czyli alfabetyczny zbiór 300 konizmów” spotkała się z uznaniem językoznawców i organizacji hippicznych. Właśnie wyszła druga część tej publikacji.

Konia tanio nie ceń

O tym, z kim warto konie kraść, komu dać konia z rzędem i dokąd można dojść, idąc śladem końskich kopyt, opowiada Ula Kowalczuk, znawczyni konizmów i autorka tego określenia

rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Jak to się stało, że temat przysłów, metafor i porównań związanych z końmi tak panią pochłonął?

Od 14 lat mam Tiszmena – konia szlachetnej półkrwi. Mieszkam w Warszawie, ale codziennie jeżdżę do stajni pod miastem. Najpierw wydawało mi się, że to dwa różne światy. Ale potem zrozumiałam, że one się cały czas przenikają i to na różnych poziomach. Choć konie nie są obecne w naszym życiu tak, jak to było jeszcze 150 lat temu, jednak stale nam towarzyszą, ponieważ nie zniknęły z naszego codziennego języka. Czasem chcemy dać komuś konia z rzędem za coś, co jest prawie niemożliwe do zrobienia. Staramy się, choć to nie zawsze łatwe, darowanemu koniowi nie zaglądać w zęby. Niektórzy z nas są kuci na cztery nogi, inni znają się jak łyse konie. Mamy końskie zdrowie, a jak zachorujemy, to bierzemy końską dawkę leków. Nasza ułańska fantazja niekiedy sprawia, że szarżujemy. I mogłabym tak wyliczać jeszcze długo. Zauważyłam, że intuicyjnie ludzie zwykle dobrze stosują te powiedzenia, ale często już nie wiedzą, jakie było ich pierwotne znaczenie.

No właśnie, na przykład jaki rząd chcemy komuś dać razem z koniem?

Jak pytałam o to młodych ludzi, słyszałam, że chodzi o konie, które stoją rzędem. Albo, że to koń, który ciągnie rząd, a rząd to pewnie taki wóz. Tymczasem rząd to całe wyposażenie, które pozwala konia dosiąść (m.in. jest to siodło i ogłowie). Rzędy końskie bywały bardzo drogie, złocone, wysadzane szlachetnymi kamieniami, z pięknie zdobionymi, haftowanymi czaprakami i derkami. Często pełniły funkcję reprezentacyjną, były też drogimi prezentami. Bez rzędu koń był bezużyteczny dla jeźdźca, nawet mógł stać się dla niego kłopotem. Ten przykład doskonale pokazuje, jak dużo można opowiedzieć o historii czy kulturze, wychodząc od prostego, nadal używanego wyrażenia. I jak bardzo może to być dla wielu osób odkrywcze. To niesamowite, dokąd można dojść, idąc śladem końskich kopyt!

Zebrała Pani już w sumie 616 konizmów?

Tak! I wymyśliłam ten neologizm na określenie wszystkich związanych z końmi powiedzeń, przysłów, porównań czy metafor. Konizmów jest oczywiście więcej. Co ciekawe, na przykład w „Księdze przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich” Samuela Adalberga z końca XIX w. można znaleźć aż 264 konizmy. Więcej przysłów jest tylko o Bogu. To pokazuje, jak bardzo przez setki lat koń był obecny w naszym życiu – nasi przodkowie używali go jako punktu odniesienia, gdy próbowali opisać świat, swoje emocje czy przemyślenia. Mówili o koniu, gdy opowiadali na przykład o relacjach damsko-męskich, o biznesie, o wychowaniu dzieci. Bo koń jaki jest, każdy widzi – jak napisał ks. Benedykt Chmielowski w połowie XVIII w. w „Nowych Atenach” uznawanych za pierwszą polską encyklopedię.

W wielu tekstach koń jest też symbolem.

Tak, wystarczy zajrzeć do słownika Władysława Kopalińskiego, żeby zobaczyć, jak wiele znaczeń koń w sobie niesie. Symbolizował na przykład czas, siły żywotne, płodność, nieokiełznanie, wolność, pracowitość, wrażliwość ale też głupotę czy śmierć. Mamy rycerza na białym koniu, na którego można czekać całe życie, mamy też czterech jeźdźców Apokalipsy.

Czy są jakieś konizmy, które trudno było Pani zrozumieć?

Te bardziej archaiczne powiedzenia wymagały dłuższych poszukiwań. Zaskoczyła mnie np. fraza: „Milej patrzyć, gdy dziewka na koniu harcuje, niż kiedy gonionego z goleńcem tańcuje”. Po pierwsze, kobieta jeżdżąca konno nie była w tamtych czasach szczególnie dobrze widziana. Po drugie, kobiety nie harcowały! Harcowali tylko najodważniejsi rycerze – to znaczy przed bitwą wyjeżdżali na harc, czyli osobiste potyczki z nieprzyjaciółmi. Dla pełnego obrazu dodam, że goniony to taniec, a goleniec dosłownie oznacza chłopaka bez wąsów, w przenośni – także bez majątku. Jak to możliwe, że ktoś w XVI w. uznał, że lepiej, by kobiety walczyły, niż tańczyły, choćby i z goleńcami? Okazało się, że to powiedzenie pochodzi z satyrycznego poematu „Sejm niewieści”, który napisał Marcin Bielski. Ten konkretny cytat to fragment, w którym kobiety, które powołały swój własny parlament, uzasadniają, dlaczego powinny wstępować do wojska. Więc to w zasadzie rodzaj żartu. Kiedy się sięga do tekstów oryginalnych, można dużo więcej zrozumieć. A przecież dotarcie do wielu tekstów źródłowych wcale nie jest teraz trudne – dzięki bibliotekom cyfrowym można do nich zajrzeć bez wychodzenia z domu.

Ale są też dużo prostsze wyrażenia, które mogą budzić wątpliwości. Na przykład dlaczego uważamy za komplement stwierdzenie: z nim można konie kraść?

No właśnie, przecież koni kraść nie chcemy, to przestępstwo! Jednak każdy, kto zna charakter tych zwierząt, wyjaśni bez problemu, w czym rzecz. Konie są płochliwe, więc gdyby dwie osoby próbowały je wspólnie ukraść, musiałyby się rozumieć bez słów i powinny być świetne w złodziejskim fachu. Ktoś znający historię i obyczaje mógłby dorzucić, że z koniokradami nikt się nigdy nie obchodził zbyt łagodnie. Za takie przestępstwo można było zawisnąć. Więc jak z kimś można konie kraść, to nie znaczy, że jest po prostu fajny. To ktoś, komu ufamy i kto się zna na rzeczy. W wyrażeniach, w których pojawia się odniesienie do koni tkwią emocje, które przetrwały przez wieki. Wiele przysłów było na początku prostym opisem rzeczywistości, a dziś, gdy ta rzeczywistość tak się zmieniła, wydają się nam metaforyczne.

No dobrze, to dlaczego znamy się jak łyse konie? Przecież konie chyba nie łysieją!

W przeszłości ludzie chcieli znaleźć jakiś sposób na to, by móc szybko określić, który koń jest dobry. Przypisywali więc koniom o określonym umaszczeniu czy wyglądzie, cechy charakteru. Dodatkowo, starali się wybierać do zaprzęgu podobne do siebie zwierzęta. Te, które miały na czołach duże jasne plamy, nazywano łyskami. Miały opinię leniwych kombinatorów. Takie dwa łyski, które chodziły w jednym zaprzęgu, znały się naprawdę dobrze. Dlatego, jak mówimy, że znamy się jak łyse konie, to znaczy, że znamy na wylot i swoje wady, i zalety.

Czy jakiś konizm Panią zaskoczył?

Zdziwiłam się, gdy odkryłam, że sformułowanie uderzyć w sedno też jest konizmem. Słowo sedno pochodzi od czasownika siedzieć, który oczywiście początkowo miał trochę inną formę. Sedno to było odgniecenie czy rana na grzebiecie konia od siodła. Pewnie dość często się pojawiało, bo rycerz w zbroi potrafił ważyć i 100 kilogramów. Ale sedno mogło się też pojawić na ciele rycerza. Dlatego uderzyć w sedno, to uderzyć w czuły punkt – nie tylko wrażliwy, ale też niewygodny. Potem zaczęliśmy też mówić, że trafić w sedno, to trafić w punkt, w dziesiątkę.

A czy ma Pani swoje ulubione konizmy?

Bardzo lubię sformułowanie: „Jeździec powinien w publice jaśnieć”, czyli być dumny, promieniować szczęściem. Podoba mi się też powiedzenie: „Konia tanio nie ceń, króla o mało nie proś”. To cytat ze starej książki dla hodowców, zalecenie dotyczące postępowania przy handlu końmi. Z kolei w starej książce dla trenerów znalazłam wskazówkę: „Po lekku lepiej zrobisz, pomału dalej zajedziesz”. To przecież uniwersalne rady, przydatne na co dzień!

Czy są też konizmy bardziej współczesne?

Oczywiście. Ja uwielbiam dwa aforyzmy Stanisława Jerzego Leca: „Koniom i zakochanym inaczej pachnie siano” i „Pegaz nie powinien być kuty na wszystkie cztery nogi”. To doskonały, wieloznaczny komentarz do rzeczywistości.

A pani zdaniem lepiej spadać z wysokiego czy dobrego konia?

Natknęłam się na wiele dyskusji na ten temat. Profesjonalista wolałby spaść z dobrego konia. A jak ktoś jest ryzykantem i potrzebuje mocnych wrażeń, to pewnie z wysokiego. Ale jest jeszcze powiedzenie: „Nie żal spaść z pięknego konia, choćby na środku rynku”. A więc – co kto lubi.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych