logotyp
Dr Marta Chojnacka-Kuraś

Dr Marta Chojnacka-Kuraś jest językoznawcą, wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego i autorką książki „Semantyka bólu we współczesnej polszczyźnie”. Jest również członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej i należy do Zespołu Języka Medycznego przy Radzie Języka Polskiego PAN.

Ćmi głowa, strzyka w kolanie

O tym, dlaczego ból ma czasem zęby i pazury, w czym pomoże certyfikat HoSpa i jak sprawić, by słowa stały się pomostem, opowiada dr Marta Chojnacka-Kuraś z Uniwersytetu Warszawskiego

rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Boli mnie kolano i boli mnie rozstanie. Jestem obolała w środku, ten temat jest dla mnie bolesny i ból rozsadza mi głowę. Ten sam ból, a jednak inny?

To bardzo ciekawe, że kiedy mówimy o bólu psychicznym, o tym, co nas martwi i co sprawia nam przykrość, odwołujemy się do wyobrażeń związanych z bólem fizycznym. Nawet słowa mogą nas ranić jak nóż.

Polacy chyba często rozmawiają o bólu?

Kiedy pytamy kogoś o to, jak się czuje, rzadko słyszymy, że świetnie. Raczej dowiadujemy się, że ćmi go z tyłu głowy, strzyka go w kolanie albo łamie w kościach. To taki nasz small talk. Język polski sytuuje się w kręgu kulturowym, w którym jest przyzwolenie na mówienie o słabościach i chorobach, na narzekanie na ogólny stan zdrowia. Kiedyś po zajęciach, na których referowałam wyniki moich badań, podszedł do mnie student z Mongolii. Był porażony tym, jak wiele jest w polszczyźnie wyrażeń służących do opisywania bólu, i wstrząśnięty, że Polacy z taką łatwością po nie sięgają.

Co ciekawe, nie mamy za to rzeczownika opisującego osobę odczuwającą ból. Możemy powiedzieć tylko „cierpiący” albo „chory”.

Rzeczywiście. Nie mamy „bolika”, tak jak mamy „alkoholika” czy „cukrzyka”, nie mamy „bólowca”, choć mamy „sercowca” i „atopowca”. Prawdopodobnie użytkownicy języka polskiego nie mieli potrzeby tworzenia takiego słowa. Może nie chcemy się z bólem utożsamiać? Jestem ja i jest ból, który przychodzi z zewnątrz. Nie określa mnie, jest czymś przemijającym. Albo – z drugiej strony – ma związek z chorobą i to ona jest wtedy kluczowa, człowiek jest postrzegany przez jej pryzmat.

W swojej książce cytuje Pani takie zdanie: „Ból, w pewnym sensie, jest językiem, ponieważ ból innych ludzi poznajemy tylko poprzez ekspresję”. Co to znaczy?

Ból jest odczuciem subiektywnym. Tylko ja wiem, co i jak mnie boli. Mogę patrzeć na człowieka i nie domyślić się, że cierpi. O bólu dowiadujemy się tylko dzięki słowom, tylko poprzez język. Czasem pomagają nam też utrwalone kulturowo sygnały płynące z ciała, np. gdy ktoś pociera czy masuje jakieś miejsce, możemy przypuszczać, że pewnie czuje tam ból.

Możliwość dokładnego opisania tego, jak odczuwamy ból, ma więc wielkie znaczenie. Dzięki temu lekarz ma szansę postawić właściwą diagnozę, a w niektórych sytuacjach nawet uratować nam życie, np. kierując od razu na stół operacyjny. Potrafimy mówić o bólu tak, żeby inni nas zrozumieli?

To bardzo ważne, by umieć precyzyjnie opisywać swój ból i w razie konieczności naprowadzić lekarza, który szuka przyczyn naszych dolegliwości, na właściwych trop. Lekarz zna oczywiście różne klasyfikacje bólu i może nas np. spytać, czy odczuwamy ból klasterowy. Nam to pewnie niewiele powie, więc będziemy sobie radzić inaczej, tzn. przywołamy wyrażenia, które odnoszą się do znanych nam zjawisk i doświadczeń. Swój ból możemy „zobaczyć” i opisać jako migoczący albo oślepiający, możemy poczuć go tak, jak temperaturę, wtedy będzie gorący albo palący, możemy skojarzyć go z oddziaływaniem na ciało jakiegoś ostrego przedmiotu i nazwać kłującym, ostrym czy tępym albo podkreślić jego destrukcyjną moc przy pomocy słów takich jak: łamiący, rozrywający, szarpiący. Mamy też do dyspozycji kilka czasowników podstawowych: boleć, zaboleć, rozboleć, poboleć czy pobolewać, ale one w ogóle nie charakteryzują jakości bólu. Do tego przydają się czasowniki zapożyczone z innych pól semantycznych, np. ćmić, kłuć, łamać, drzeć, rwać, piec. Są one bardzo ciekawe, bo specjalizują się w opisywaniu specyficznego bólu odczuwanego w konkretnych częściach ciała. Ćmić może tylko głowa albo ząb, łamać mogą nas tylko kości, pieczenie będziemy odczuwali w obrębie układu pokarmowego lub w częściach ciała pokrytych skórą lub śluzówką.

Metafory okazują się bardzo przydatne.

Sięgamy po nie wtedy, gdy chcemy, żeby ktoś inny mógł sobie wyobrazić konkretne cechy naszego doznania bólowego, poprzez przywołanie prostszych, dostępnych nam wszystkim zjawisk. Ból możemy opisywać jako ciecz, ogień albo światło. To pozwala nam np. opowiedzieć o tym, jak się przemieszcza po naszym ciele, a więc, że przepływa albo promieniuje. Ból to czasem też dzikie zwierzę. Ma chwytne kończyny, pazury i zęby, porusza się, potrafi się też przyczaić, by po chwili znów zaatakować. Czasem tylko drapie, czasem zagraża integralności naszego ciała i psychiki. Rozszarpuje. Ból może być też naszym władcą, rządzić nami.

I może być wrogiem.

To skonwencjonalizowana metafora. Często opisujemy ból, a także chorobę, jako przeciwnika, intruza, nieproszonego gościa. Można z nim podjąć walkę albo pogodzić się z jego obecnością w naszym życiu. Ciekawe jest to, że czasem dochodzi do przewartościowania bólu, np. kiedy ktoś żyje z nim bardzo długo i się z nim oswaja. Wtedy mówi o nim jak o towarzyszu. Niektórzy powtarzają: „Jak mnie coś boli, to znaczy, że jeszcze żyję”. Pojawiają się też bardzo obrazowe i niepowtarzalne porównania, np. mój ból jest jak rakieta kosmiczna albo jak Pendolino. Wygląda na to, że mamy potrzebę i łatwość budowania takich indywidualnych metafor.

O swoim bólu potrafimy długo i szczegółowo opowiadać?

Tak, opisy bólu to często złożone, kompleksowe, wielowymiarowe narracje. Czytałam i analizowałam m.in. wypowiedzi internautów na forach dotyczących różnych chorób. Uwzględniali w swoich relacjach bardzo wiele aspektów doświadczenia bólowego. Najważniejszymi elementami są oczywiście podmiot bólu, czyli osoba opowiadająca, lokalizacja bólu w ciele i samo wrażenie bólowe. Ale pojawiają się też inne charakterystyki tego całościowego doświadczenia, np. przyczyna bólu, czynniki powodujące uaktywnienie się bólu lub jego nasilenie, reakcje człowieka na ból (można np. wić się z bólu, chodzić po ścianach, ból może wyciskać łzy), kontrola podmiotu nad bólem (można np. walczyć z bólem albo go tłumić), emocje związane z odczuwaniem bólu (np. strach), ocena bólu przez podmiot doznający, skutki czy następstwa bólu (np. że ktoś nie może się ruszyć), czas trwania bólu, jego częstotliwość, nasilenie, charakter (np. świdrujący). Te opisy są tak złożone także dlatego, że opowiadając o swoim bólu, szukamy u innych pomocy. Na jednym z forów ktoś napisał, że czuje się tak, jakby mu się mózg trząsł. I ktoś zaraz odpowiedział, że ma podobne wrażenie. To znaczy, że to dziwne, obrazowe określenie, trafiło w punkt.

Wracając do lekarza. Wypowiedzi chorego są dla niego często podstawową i bezcenną wskazówką.

Lekarze coraz częściej – choć nadal nie jest to regułą – przyjmują, że ból jest taki, jakim opisuje go chory, a nie taki, jak się innym wydaje, że powinien być. Najważniejszym sposobem, by zrozumieć pacjenta, szczególnie cierpiącego na ból przewlekły, który sam w sobie jest chorobą, jest wysłuchanie jego opowieści.

W relacji między pacjentem i lekarzem komunikacja wydaje się niezwykle istotna.

W wąskim znaczeniu komunikacja medyczna to porozumienie między lekarzem – a właściwie całym zespołem medycznym – a pacjentem. W szerokim znaczeniu to także komunikacja obejmująca relacje: lekarz – lekarz, lekarz – studenci, lekarze – społeczeństwo, przedstawiciele systemu opieki zdrowotnej – społeczeństwo czy chorzy – społeczeństwo. I na wszystkich tych poziomach słowa mają ogromną moc. Dlatego studentom medycyny warto pokazywać, że uważność na to, co mówi chory, bywa kluczowa, i że mogą na wiele różnych sposobów reagować na konkretne zachowania pacjenta czy radzić sobie z jego emocjami. Dzięki świadomości językowej łatwiej im będzie spośród pięciu wyrazów bliskoznacznych, które służą opisaniu konkretnej sytuacji, wybrać to słowo, które pacjenta nie przestraszy, będzie neutralne albo doda otuchy. Jeśli chodzi o wiedzę, to lekarza i pacjenta dzieli przepaść. Język to pomost, dzięki któremu te dwa światy mogą się spotkać. Słowa pomagają opanować strach i stworzyć warunki, w których skuteczne leczenie staje się możliwe.

Przygląda się Pani nie tylko językowi związanemu z bólem, ale też – szerzej – temu, jak mówi się o chorobach, także w dyskursie publicznym.

To niezwykle ciekawe. Z jednej strony widać, jak bardzo uproszczony i oparty na stereotypach jest to przekaz, szczególnie, gdy dotyczy chorób neurologicznych czy psychicznych, a więc „tajemniczych”, niedostępnych z zewnątrz. Często – choć mamy dobre intencje – nieświadomie korzystamy z pewnych językowych wytrychów, które sprawiają, że w naszych wypowiedziach chorzy przedstawiani są jako inni, gorsi, niebezpieczni. A przecież to, jak się o kimś czy o czymś mówi, warunkuje sposób myślenia o tym. Z drugiej strony widać we współczesnym dyskursie pewną zmianę. Czytelnikom podobają się wywiady z księdzem Janem Kaczkowskim, książki Jerzego Stuhra czy Krystyny Kofty, którzy odczarowują w pewnym sensie chorobę nowotworową i pokazują, że można o niej opowiadać innym językiem: neutralnym, spokojnym, bez etykietowania, bardzo wprost. W książce „Żyć aż do końca. Instrukcja obsługi choroby” (jest to zapis rozmowy z księdzem Janem Kaczkowskim) znajdziemy wiele przykładów przełamywania pewnych językowych tabu i stereotypów, np. związanych z mówieniem o bólu, hospicjach i opiece paliatywnej. Mnie osobiście urzekł pomysł fundacji Rak’n’Roll, która hospicjom przyjaznym pacjentom przyznaje certyfikat „Super HoSpa”. To określenie zderza wszystkie nasze złe wyobrażenia o hospicjach, z dobrymi skojarzeniami, jakie wywołuje słowo Spa. Siła tego wyrażenia, które na płaszczyźnie semantycznej jest amalgamatem pojęciowym, wymusza na nas niejako myślenie o hospicjum jako o luksusowym kurorcie, w którym żyje się i cieszy chwilą. Jestem pewna, że autorzy tego określenia mieli świadomość, że budowanie naszych wyobrażeń zaczyna się od słów.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych