logotyp
Prof. dr hab. Małgorzata Marcjanik

Prof. dr hab. Małgorzata Marcjanik kieruje Zakładem Retoryki Dziennikarskiej w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Jest autorką wielu publikacji naukowych dotyczących grzeczności językowej i pozajęzykowej oraz grzeczności międzykulturowej.

Szanowny pan odchodzi do lamusa?

O całowaniu rączek, krótkiej karierze „żółwika” i rozchwianiu norm grzecznościowych opowiada prof. dr hab. Małgorzata Marcjanik z Uniwersytetu Warszawskiego.

rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Grzeczność staje się niemodna.

Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem nie tylko jako badaczka grzeczności, lecz także jako obserwatorka życia. Powstają poradniki savoir-vivre’u, a szkolenia z tego zakresu są coraz popularniejsze, szczególnie w środowisku biznesu. Nawet Amerykanie wysyłają swoje dzieci do Europy, żeby uczyły się etykiety.

Dlaczego tak się dzieje?

Jak podobno powiedział Eurypides: „W uprzejmości jest wdzięk i korzyść”. Jeśli jesteśmy kulturalni i traktujemy innych z szacunkiem, oni otwierają się na współpracę z nami. O osobie nieokrzesanej mówimy: „gbur”, „prostak”, „ćwok”, „słoma mu z butów wystaje”. Taki ktoś może mieć kłopoty w relacjach zawodowych i towarzyskich. Sama się najeżam, jeśli ktoś do mnie dzwoni i mówi: „Pani Małgorzato”, choć wcale się nie znamy. Studenci też czasem zaczynają maile w tak poufały sposób. Dla nich często formy „Szanowna Pani Profesor” czy „Szanowna Pani” są jak muzealne eksponaty.

Najchętniej zaczynaliby od „Dzień dobry” albo „Witam”.

W korespondencji bardziej oficjalnej, w której nadawca powinien dbać o swój wizerunek, niestety, obie te formy są niestosowne. Jak słusznie zauważył Michał Rusinek, wywołując swoimi słowami prawdziwą burzę wśród internautów, osoba, która „wita”, sama siebie sytuuje wyżej w hierarchii. Może to zrobić na przykład marszałek sejmu, który otwiera posiedzenie i mówi tak do posłów, albo gospodarz przyjmujący gości.

Szanowna Pani Małgorzato…

To połączenie natomiast dobrze pokazuje rozchwianie norm grzecznościowych. Jest nie do przyjęcia, ponieważ z jednej strony ma formę oficjalną, z drugiej – sugeruje pewną zażyłość. Studenci rozpoczynają też maile do mnie słowami: „Droga Pani Profesor”. To sympatyczne, ale przymiotnik „droga” nie pasuje do naszych stosunków. Dobrze brzmi w połączeniach: „Drogi Maćku” albo „Droga Ciociu”. Oczywiście, nie należy też przesadzać z tytułowaniem. Na początku rozmowy warto zwrócić się do kogoś „Panie Doktorze” czy „Panie Mecenasie”. Potem już możemy mówić „Proszę Pana”.

Grzeczność się teraz upraszcza?

To nie jest nic nowego i szczególnego. Grzeczność od wieków się zmieniała. Pierwsze polskie zanotowane powitanie miało formę: „Daj wam Bóg dobry dzień”. Do tej pory, szczególnie na wsiach, osoby ze starszego pokolenia mówią: „Z Bogiem”, „Wracajcie z Bogiem”, „Panie Boże, dopomóż”. Ale to już odchodząca rzeczywistość, formuły religijne znikają z codziennego języka. Ludzie wierzący witają jeszcze księdza słowami: „Niech będzie pochwalony Jesus Chrystus”, teraz coraz częściej: „Szczęść Boże”, ale ateiści i agnostycy mówią: „Dzień dobry”, i to jest przez duchownych aprobowane, chociaż jeszcze w okresie PRL-u zwrócenie się w ten sposób do księdza zostałoby – łagodnie rzecz ujmując – uznane za lekceważące.

Właśnie w 1989 r. także w języku nastąpił duży przełom?

Język nie reaguje natychmiast na zmiany ekonomiczne, polityczne czy społeczne. Odczekuje. Jak osoba elegancka, która jest pół kroku za najnowszą modą. Ja język personifikuję – myślę, że ma swoją mądrość i wie, jak się zachowywać. Powoli przyswaja nowe formy i stopniowo żegna się ze starymi. Językoznawcy sprawdzili, że w 1989 r. nic w języku nie drgnęło. Natomiast kolejne lata przyniosły to, co się nazywa „demokratyzacją obyczajów”. Nastąpiło wtedy przede wszystkim skrócenie dystansu między rozmówcami, które ciągle sprawia nam sporo kłopotów. Jak wynika z badań, Polacy nie zaakceptowali na przykład stosowanej w handlu formy: „W czym mogę pomóc?”, typowej dla kultury amerykańskiej czy niemieckiej. Dlatego szkoli się teraz ekspedientki, by pytały: „Jakiego rozmiarku pani szuka?”, „Jaki kolorek pana interesuje?”. Ten „rozmiarek” i „kolorek” to oczywiście zdrobnienia grzecznościowe.

A czy są takie zwroty grzecznościowe, które wychodzą z użycia, a które szczególnie Pani Profesor lubi i jest Pani żal, że przestajemy po nie sięgać?

Ten typ myślenia jest mi obcy. Raczej reaguję negatywnie na nowości, bo one czasem wprowadzają wielki bałagan w języku. Sentyment mam do przedmiotów i sytuacji, a język tylko je opisuje, omawia. Ale kiedy słyszę takie formy, pochodzące z okresu międzywojennego, teraz odbierane jako przestarzałe, jak: „zechce Pani”, „raczy Pan”, „czy byłaby Pani uprzejma”, to zwracam na nie baczną uwagę. Warto wiedzieć, że zanim słowa wyjdą z użytku, przez jakiś czas funkcjonują jako nacechowane stylistycznie, choć wcześniej były neutralne. Kiedy więc na przykład poseł Jan Rokita mówił do dziennikarki przeprowadzającej z nim wywiad: „łaskawa pani!”, oznaczało to mniej więcej: „głupoty pani opowiada” albo „nie zgadzam się z panią”. Te formy wychodzące z użycia pozwalają też bawić się językiem. Kiedy młody mężczyzna mówi: „Całuję rączki”, robi to w celach humorystycznych. W Małopolsce funkcjonowała forma: „Całuję rączki, ściskam kolanka”, którą studenci w latach 80. zastępowali zwrotem: „Całuje rączki, ściskam tłuste kolanka”.

Takie zabawy językiem lubią chyba szczególnie młodzi ludzie? 

Przede wszystkim gimnazjaliści i licealiści tworzą dużo neologizmów grzecznościowych, które jednak szybko tracą na atrakcyjności, stają się wyblakłe i są zastępowane przez kolejne. Na pewno pamiętamy „żółwika”, który zrobił karierę jakiś czas temu. Młodzi ludzie witali się przez uderzenie pięści, były też różne modyfikacje tego gestu, np. „żółwik” podwodny czy zdechły. Ale „żółwik” przeszedł do historii; młodzież ciągle go zna, lecz już nie używa. Tylko niektóre osoby dorosłe nie zauważyły tej zmiany i czasem próbują przywitać się tak z młodszymi...

Przygląda się Pani tym neologizmom grzecznościowym?

Nagrywam je i notuję. Na przykład takie pożegnalne „buzi” w kontakcie pisemnym może mieć formę: „buziaki-lizaki”, „buziaksy”, „buziale", „buzie”, „buziole", „buziole-kisole”, „buziaczki-kisaczki”, „buziole-krejzole", „buzioleczki”, „buziulki”, „buziuńki”, „buźka” czy formy czasownikowe – „buziuję”, „buziujemy”. Pożegnalne cmoknięcie może przybierać formy językowe: „cmok”, „cmokasy”, „cmoki w boki”, „cmox”, a „cześć”  występuje też  jako „cze”, „czelo”, „czesia”, „czesio”, „czesław”, „cześć cześć jeden sześć” czy „cześć, mogę cię zjeść?”. Zauważyłam, że tego ostatniego sformułowania nie lubią dziewczyny. Bardzo dużo jest też derywatów od angielskiej wersji „przepraszam” – mam ich w swoim indeksie kilka stron, wśród nich: „sor@”, „soraki-resoraki”, „soras”, „sorasik”, „sorasiński”, „soraski”, „soraszki", „soraweczka”, „sorowinki”, „sorówa”, „sorq", „sorwa”, „sorx”, „sorry gregory”, „sorewicz jestem”. Zamiast „przepraszam” mamy „przepka”, „przep”, „przeprasik”, „przepraszanki”, „przepraszaki”, „przepraszatki”, „przepraszawka”, „przeprossimo”, „przeprosław”. Warto zauważyć, że niektóre neologizmy grzecznościowe są dłuższe od form tradycyjnych, więc mogą się wydawać mniej wygodne. Ale ich siłą jest ładunek ekspresywności, który widoczny jest na przykład w sformułowaniu „przeproszono się należy”. Mam wrażenie, że tych neologizmów jest więcej niż w czasach PRL-u, kiedy ja byłam studentką. Na własny użytek wyciągam z tego taki wniosek, że młodzi ludzie czują się teraz swobodniej, lepiej, są szczęśliwsi, bo to słownictwo jest bardzo rozbudowane, nacechowane żartobliwością. Oni bawią się językiem, a jak się bawią, to znaczy, że jest im dobrze.

Jak może wyglądać przyszłość językowych zachowań grzecznościowych?

Może to dyskusyjne obecnie „Witam” stanie się obowiązujące? To w istocie wygodna forma pośrednia między „Cześć” a „Dzień dobry”. Jeśli większość z nas będzie jej używać, w końcu zostanie zaakceptowana. Do lamusa przejdą też pewnie „Szanowna Pani” i „Szanowny Panie”. Tak jak wyszło z użycia pisanie na kopertach listów „WP”, czyli skrótu od „Wielmożny Pan”, „Wielmożna Pani”, „Wielmożni Państwo”. Będziemy też skracać formy  – już teraz zamiast „panie profesorze” często słyszymy „profesorze”. Być może do języka wejdą więc te formy, przeciwko którym teraz protestuję, ale myślę też, że grzeczność będzie coraz bardziej ceniona jako forma skutecznego mówienia i skutecznej współpracy.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2017.

OJczysty - dodaj do ulubionych