logotyp
Dr Magdalena Śniegulska

Dr Magdalena Śniegulska , psycholog, psychoterapeutka, pracuje w Zakładzie Psychologii Klinicznej Dziecka w SWPS. Zajmuje się psychologią rozwojową dzieci i młodzieży, zaburzeniami zachowania i interwencją kryzysową. Wiceprezes Stowarzyszenia „Wspólne Podwórko”

Po pierwsze – rozmowa

O sposobach na uczenie dziecka nowych słów – czytaniu, oglądaniu obrazków, słuchaniu audiobooków i oglądaniu rodzinnych albumów, opowiada dr Magdalena Śniegulska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

rozmawiała: Ola Rzążewska

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Jaki wpływ jako rodzice możemy mieć na to, by nasze dziecko poznawało bogaty, ładny język?

Przede wszystkim, choć to może zabrzmieć jak truizm, zaczynamy od tego, żeby z dzieckiem w ogóle rozmawiać. To rodzice czy opiekunowie są pierwszymi przewodnikami dziecka, i to nie tylko w poznawaniu świata, ale także w poznawaniu języka. Kiedy jednak sami czujemy, że może nie jesteśmy najlepszymi ekspertami, że potrzebujemy jakiegoś wsparcia w tej dziedzinie, to nie ma się czego wstydzić i bać, tylko sięgać po dobre pomoce.

Co to może być?

Oczywiście książki, bo to brama, przez którą wchodzimy w inny świat, ale i zdobywamy bardzo istotną wiedzę o naszym najbliższym otoczeniu. Przy czym naprawdę ważne jest też to, by dziecko widziało, że jesteśmy książkami naprawdę zainteresowani. Rodzic, który się nimi otacza, który o nich rozmawia, naprawdę dobrze wprowadza w świat słowa. Trzeba też pamiętać, że gdy czytamy albo oglądamy razem książki, to nie tylko budujemy słownictwo dziecka, ale też uczymy je korzystać z narzędzia, jakim jest pamięć. Czytanie czy opowiadanie historii, a potem odpytywanie: „Kto był na obrazku? W co ten ktoś był ubrany? A jak mijaliśmy nasz ulubiony sklepik, to pamiętasz, jaką słyszeliśmy muzykę, czy coś ci to przypominało?” to jest jeden z najlepszych treningów pamięciowych, a przy okazji intensywne obcowanie z językiem.

A audiobooki?

Dobre audiobooki to znakomity wybór. Puszczanie ich dziecku, to nie wyraz naszego lenistwa, bo dobrze odczytana przez lektora książka jest naprawdę świetną inwestycją w rozwój naszego dziecka i w jego słownictwo. Jest całkiem sporo badań, które pokazują, że np. w przypadku dzieci dyslektycznych, które mają problemy z ubieraniem swoich myśli w słowa, odsłuchiwanie fajnie – z odpowiednią intonacją – czytanej książki, w której słychać interpunkcję, daje nadzwyczajne efekty. Te dzieci nie tylko budują sobie słownik, ale i uczą się, jak budować zdania, jak dbać o porządek w wypowiedzi. Warto jeszcze pamiętać o tym, że audiobook jest dobrym wyborem, gdy jako rodzic mamy kłopot z głośnym czytaniem. Gdy czytamy nieporządnie, zjadamy końcówki, generalnie jeśli chodzi o zdolności lektorskie, to nie idzie nam najlepiej. Sama znam takich rodziców, którzy mają zdolność szybkiego czytania i opowiadają, że czytanie dziecku jest dla nich męką, ponieważ czytają szybciej i już się w duchu śmieją z tego, co jest na końcu strony, podczas gdy głośno czytają dziecku dopiero to, co jest na początku. W takich sytuacjach też warto zainwestować w dobre audiobooki, a potem porozmawiać o tym, czego się wspólnie wysłuchało i w taki sposób poznawać z dzieckiem świat słowa.

Ale jakie książki czy audiobooki wybierać, by pomagać dzieciom w rozwoju języka i w opisywaniu nim świata? Jaki klucz stosować?

To truizm, ale naprawdę książka powinna być odpowiednia do wieku rozwojowego dziecka, od tego warto zacząć. Z drugiej strony nie warto męczyć dziecka książką, która jest dla niego przeznaczona, ale widzimy, że to w ogóle nie ta tematyka albo że język jest zbyt trudny, lub zbyt łatwy dla dziecka.

Po czym to poznać?

Po tym, jak dziecko na książkę reaguje. Czy jest w stanie się skupić, czy się nudzi, czy „odpływa”, czy jest zaangażowane w słuchanie, czy potrafi powtórzyć, o czym właśnie przeczytaliśmy. Czasem jest tak, że dziecko może być zajęte inną czynnością, ale bardzo uważnie słucha i pytane, dokładnie wie, co przed chwilą zostało przeczytane. I przeżywa to albo wraca do tej opowieści, albo zadaje pytania dodatkowe – to znaczy, że wybraliśmy odpowiednią książkę. A kiedy nasze dziecko wisi głową w dół i widać, że walczy ze snem, to może nie warto męczyć go lekturą, nawet jeśli jesteśmy głęboko przekonani, że powinno tę literaturę znać. Może nie nadszedł ten właściwy czas. Naprawdę warto poczekać, by lektury przyniosły jakąś sensowną korzyść.

Rozumiem, że klasyka dziecięcej literatury nie musi być dla nas obowiązkowym wyborem?

Myślę, że nie. Teraz powstaje tyle fajnych nowych utworów – i dla bardzo małych dzieci, i dla średniaków, i dla tych starszych. Warto też przeglądać fora i czytać, co polecają rodzice, o czym się mówi i o czym też mówią dzieci. Ja bym nie uciekała od klucza społecznego – jeżeli dzieci mówią o jakiejś postaci, jakimś bohaterze, to warto zobaczyć, o czym jest ta książka. Nawet żeby potem przegadać z dzieckiem, co nam się w niej nie podoba. To znów jest świetne pole do komunikacji i poznawania różnych słów, np. wprowadzenia bardzo ważnego, ale trudnego i omijanego przez rodziców słownika dotyczącego emocji. Nawet gdy czytamy maluchom książki z obrazkami, to koncentracja uwagi na tym, jaki jest ten chłopiec, który jest bohaterem, co się z nim stało, dlaczego ma taki wyraz twarzy, bardzo ułatwia dziecku nie tylko budowanie słownika, lecz także tworzenie modelu umysłu – czyli zdolności rozumienia, że inni ludzie mogą się inaczej czuć w danej sytuacji, że mogą przeżywać stany emocjonalne, które są inne niż moje. Ja czerpię radość z czytania tej książki, a główny bohater w tym czasie przeżywa rozterki i smutki. To jest też ważne doświadczenie, uczymy nazywać to, co się z nim dzieje.

A może dziadkowie będą mogli pomóc wnuczkom w uczeniu się języka dotyczącego emocji?

I mogą, i powinni, bo są w tej szczęśliwej sytuacji, że już nic nie muszą (wychowywać, uświadamiać, kształcić), na ogół nie spieszą się i mają często więcej cierpliwości niż rodzice. Są świetnym łącznikiem między tym światem, który jest im bardzo dobrze znany, a dzieckiem, które dopiero ma ten świat poznać. To oni mogą więc różne rzeczy tłumaczyć, opowiadać, uczyć nowych słów, nowych znaczeń.

Myślę o takich rzeczach jak opowieści rodzinne…

Oczywiście. Dobre też będzie na przykład wspólne oglądanie albumów rodzinnych. Czasami zdarza mi się rozmawiać z dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym, które opowiadają o tym, jak wielkim przeżyciem jest dla nich nie tylko Wigilia, ale i Święto Zmarłych. To jest taki czas rodzinny, podczas którego dowiadują się o historii swojej i swoich najbliższych. I to właśnie jest dla większości dzieci niezwykłe i bardzo cenne doświadczenie. Buduje tożsamość, wprowadza w świat znaczeń i kultury, pomaga tworzyć kod i język mojej specyficznej rodziny.

Dla dziadków chyba też?

Czują się nadal potrzebni, nadal są częścią tej rodziny, są bardzo ważnym jej elementem. Są w stanie tę wiedzę przekazywać, kultywować i o nią dbać. Tak, by pamięć rodzinna jakoś trwała. Myślę, że dla dziadków jest ważne, by pamiętali, że nawet jeśli dziecko demonstruje znudzenie albo zniecierpliwienie, to nie są uczucia przeciwko nim. Trzeba mieć do tego trochę dystansu. Często te rozmowy z dziadkami są naprawdę zdumiewające i dzieci mają wtedy śmiałość mówienia o rzeczach, które są bardzo trudne i nie poruszają ich z rodzicami. Pamiętam opowieść kobiety, która szła ze swoją wnuczką po cmentarzu i dziewczynka w dowód wielkiej miłości i zaangażowania w relację z babcią powiedziała: „Wiesz, jak ty umrzesz, to będziesz miała najpiękniejszy grób, ja ci zrobię taki różowy!”. Gdyby babcia nie miała dystansu do tej sytuacji, mogłaby się poczuć dotknięta, że dziecko życzy jej śmierci i ma już nawet co do tego swoje plany. A przecież w tym kontekście było to wyrazem wielkiej zażyłości i bliskości, był to komunikat: „Jesteś dla mnie tak ważna, że zawsze będę o ciebie dbać”. Więc – dystans, czas i uwaga. To niejednokrotnie jest łatwiejsze dla dziadków, niż dla rodziców.

A jeśli nie możemy zapewnić dziecku częstych kontaktów z dziadkami, ale bardzo nam zależy na tym, by wspierać rozwój języka malucha?

Dużo rozmawiać z dzieckiem, ale bez napięcia i nadmiernego poczucia misji, raczej niech nam przyświeca chęć poznania zupełnie innego świata – świata naszego dziecka i wprowadzenia go do naszego – świata dorosłych. To jest szczególnie fascynujące zwłaszcza w obszarze języka. Bo przecież różne rzeczy są dla nas oczywiste, a dziecko dopiero poznaje te słowa. Nietoperz to dla nas określenie konkretnego zwierzaka, a dziecko pyta: „Jak nie perz, to co?”. Takie obcowanie z poznawaniem języka może być naprawdę przyjemne. A przecież ze wszystkich badań psychologicznych wynika, że nauka jest wtedy skuteczna, gdy jest przyjemna i odbywa się w dobrej atmosferze.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2017.

OJczysty - dodaj do ulubionych