logotyp
Dr Maciej Duda

Dr Maciej Duda jest trenerem, prowadzi szkolenia równościowe i antydyskryminacyjne. Jest ekspertem ds. gender mainstreaming.

Jak mówić, by nie dyskryminować?

O babsztylach, moherach i języku, w którym bardzo wiele mówi się między słowami, opowiada dr Maciej Duda z Uniwersytetu Szczecińskiego

rozmawiała: Ola Rzążewska

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Na co dzień posługujemy się językiem coraz bardziej zwięzłym i esencjonalnym, można też powiedzieć, że coraz dosadniejszym. Łatwo oceniamy i dyskryminujemy. Czemu tak się dzieje?

Pierwsza moja myśl jest taka, że ze względów ekonomicznych. Wszystko robimy szybciej, chcemy, by było łatwo, więc tak też mówimy. Niestety niekoniecznie przekłada się to na jakość. Dążenie do oszczędzania czasu powoduje, że chętnie sięgamy po prosty przekaz, prostą klasyfikację, po stereotyp.

Posługujemy się stereotypami niejako niechcący? Bo tak jest łatwiej?

Skądże, wcale nie niechcący. Posługujemy się stereotypami z automatu i to wcale nie jest złe. Powiem coś kontrowersyjnego – stereotyp sam w sobie też nie jest zły.

Co masz na myśli?

Stereotyp ułatwia nam życie. Myślimy „stół” i widzimy kwadratowy blat z czterema nogami. Prosty przekaz. Bez zbędnego wydatku energii. Pod względem prostoty komunikacji to jest zbawienne... Niestety przez wieki sami sobie wiele spraw skomplikowaliśmy, więc i nasza komunikacja się skomplikowała. Toteż, choć co do zasady – stereotyp nie jest zły, to jego stosowanie w komunikacji może dawać opłakane rezultaty.

Jak dochodzi do tego, że posługując się stereotypem, mówimy rzeczy, które dyskryminują?

Najpierw w naszej głowie pojawiają się emocje, potem myśli (te stereotypowe), następnie przychodzi pora na działanie – dyskryminujące zachowanie albo używanie języka w sposób dyskryminujący. Jako obserwatorzy widzimy tylko ten ostatni element, czyli zachowanie albo wypowiedź. Gdybyśmy widzieli cały ten łańcuszek, znali emocje budujące uprzedzenia, to bylibyśmy w stanie podejść inaczej do oceny świata. Zauważylibyśmy, że każdy opis jest już oceną. Niestety nie skupiamy się na tym, zamiast tego mówimy: „Stop, nie używaj języka dyskryminującego”. A na pytanie dlaczego, odpowiadamy: bo jest dyskryminujący. Tworzymy błędne koło.

Czyli chcesz powiedzieć, że to jakiego języka używamy, jest tylko pochodną naszych założeń na temat innych osób czy zjawisk?

Tak, język jest tylko, albo aż, narzędziem służącym do wyrażania naszych poglądów. Najważniejsze jest to, by używać go świadomie, nie podporządkowywać się temu, co jest nakazem zewnętrznym, tylko sprawdzić, co nam daje językowy stereotyp, dlaczego z niego korzystamy, czy tylko ze względów ekonomizacji komunikacyjnej? Jeśli tylko z tego względu, a często to robimy w sprawdzonym gronie znajomych, to nie ma z tym problemu, bo tam odbiorcy dobrze deszyfrują nasz kod.

A z jakiego innego powodu korzystamy ze stereotypów?

Na przykład ze względów bezpieczeństwa, to znaczy, by uniknąć dysonansu poznawczego. Ten zawsze jest dla nas bolesny, więc wolimy tak układać i opisywać nasz świat, by było w nim tylko to, co już znamy albo to, czego się spodziewamy. Skupiamy się więc na tym, co potwierdza opinię, którą już sobie na jakiś temat wyrobiliśmy i nie chcemy słyszeć o niczym innym. A same konstrukcje językowe, które opisują jakiś inny pogląd na świat nas wtedy śmieszą lub denerwują. Co się stanie, jeśli w Polsce powiemy głośno zdanie: „Gej to dobry ojciec”?

Podniesie się straszny krzyk...

A stanie się tak dlatego, że mamy tu próbę rozbicia silnego stereotypu: przecież gej nie może być (dobrym) ojcem! I teraz: samo powiedzenie tego jeszcze nie jest tak bolesne dla odbiorcy, ale gdybyśmy takiego mężczyznę z dzieckiem pokazali temu krzyczącemu, a inni poświadczyliby, że on jest świetnym ojcem, to byłby bardzo bolesny dysonans poznawczy dla statystycznego Polaka. Reasumując – by nie dopuścić do dysonansu poznawczego ów człowiek myśli sobie tak: „Nie będę mówił, że gej to dobry ojciec i nie chcę go widzieć, bo to niszczy moje wartości”.

I co w takiej sytuacji powie ten hipotetyczny, statystyczny Polak, którego przywołujesz?

Prawdopodobnie powie: „Gówno prawda! Pedały nie mogą mieć dzieci”. To idealna obrona – mamy tu element wyrażenia emocji („gówno!”) i próbę biologicznego zaprzeczenia, bo przecież to niemożliwe, by gej miał dziecko. To prosta konstrukcja językowa, nie ma w niej miejsca na podmiot, czyli konkretnego człowieka, o którym tu mówimy.

Nasze stereotypowe poglądy wpływają także na to, co mówimy np. o osobach innej narodowości, osobach niepełnosprawnych czy o starszych ludziach...

Oczywiście. Gdyby powiedzieć: „Moja moherowa babcia uwielbia „50 twarzy Greya", to się bardzo będzie kłócić z naszym stereotypowym przekonaniem, że starsi ludzie nie interesują się seksem ani nawet jego opisami. W ogóle określenie „moherowa” jest ciekawe, bo używają go np. lewicowcy i liberałowie, których często posądzamy o wiedzę (a może to kolejny stereotyp?), że język kształtuje świat i że w języku ważny jest podmiot. A jednak sięgają po to słowo, pokazując swoje negatywne emocje wobec ludzi starszych, których działań czy poglądów nie akceptują.

Tak się zastanawiam, czy w takim razie w ogóle możliwy jest język, który byłby niedyskryminujący?

Tego nie wiem, ale dla mnie jako wrażliwca językowego, najważniejsze jest, aby w języku obecny był podmiot. Może wytłumaczę to na przykładzie płci. Teksty, w których nie ma bohaterki, a są sami bohaterowie, to nie są teksty, z którymi mogą utożsamić się dziewczyny. To główny problem, który pojawił się w raporcie „Męskość i kobiecość w lekturach szkolnych”. Wynika z niego, że czytelniczkom brakuje wzorców, a czują, że męski wzorzec bohatera z lektur nie jest dla nich. To na etapie szkolnym. Później niestety nie jest lepiej. Jeśli np. w sprawozdaniu z konferencji naukowej nie pojawia się informacja o uczestnikach i uczestniczkach, to proste założenie jest takie: kobiet tam nie było. Dlatego jestem za używaniem żeńskich końcówek, bo to mocno akcentuje obecność kobiet w samym języku. To właściwie sankcjonuje ich społeczne istnienie.

A co z etykietowaniem? Czy to też jest narzędzie dyskryminacji językowej?

Może nim być. Etykietowanie niejako ustawia zachowanie etykietowanych i to jest naprawdę groźne. Etykietując, nie tylko budujemy swój świat, ale też zawężamy świat etykietowanych, bo oni się zachowują zgodnie z etykietą, jaką im przykleiliśmy. I tak słowo staje się ciałem. Najlepszym przykładem są szkolne relacje – jeśli się porządnie czegoś nauczysz, zostaniesz nazwany kujonem, a przez to jakby wyłączony, pozostawiony na marginesie społeczności klasowej. Zostawiony na uboczu przyjmiesz etykietę. Co więcej, bardzo prawdopodobne jest, że będziesz się dużo uczyć, bo będzie ci potrzebne autodowartościowanie – dobre noty u nauczycieli. Wtedy twoje zachowanie i dla ciebie samego, i dla grupy, będzie mocno potwierdzać twoją etykietę. Oczywiście możesz próbować ją rozbić, ale nim ci się to uda, będziesz musiał stosować o wiele bardziej wyostrzone zachowania „antynaukowe” niż reszta klasy. Dopiero wówczas odpokutujesz etykietę. Tak czy owak ona wpłynie na twoje zachowanie.

Przychodzi mi do głowy jeszcze taka sytuacja związana z dyskryminacyjnym językiem. Ludzie mówią: „Zawsze mówiłam/mówiłem „pedały”, więc czemu mam mówić inaczej, skoro już się przyzwyczaiłam/przyzwyczaiłem”?

Jeśli to jest np. nasza ciocia, to w tym momencie najlepiej po prostu dopytać np.: „Słuchaj ciociu, a jak mówisz „pedał”, to kogo masz na myśli?”. Później można zapytać o to, co czuje jak to mówi i dopiero potem o to, czy wie, jak może się czuć druga strona. Ale to jest w ogóle dobry przykład, bo tu można dokonać odzyskiwania języka i zmienić wartość słowa, by mogło brzmieć pozytywnie. Mówiąc wprost – biorę to słowo i sam się nim naznaczam. Mówię: „Ciociu, ja jestem twoim pedałem, czyli twoim siostrzeńcem, którego lubisz, więc jestem fajnym, bliskim ci facetem. Nikim obcym, nikim odległym, nie zrobię ci krzywdy i na dodatek się do ciebie uśmiecham”. Można też powiedzieć o pejoratywnym naznaczaniu tym słowem i poprosić, by ciocia używała języka bardziej odpowiedniego. Bo przecież nikt do niej nie mówi „babo” czy „babsztylu”, tylko „kobieto”. Może to porównanie pokazałoby skalę pejoratywności.

Odwróćmy sytuację – to ja jestem teraz osobą, która nie wie, jak się językowo zachować, by kogoś niepełnosprawnego nie obrazić, nie wykluczyć. Co mogę zrobić, by znaleźć odpowiednie słowa?

Ciekawym przykładem jest np. mówienie „głusi” zamiast „niesłyszący”. W ten sposób nie skupiamy się na braku, nie używamy też konstrukcji zaprzeczającej. Najlepiej nie wykorzystywać sformułowań, które będą wskazywały lub koncentrowały się na różnicach, tylko traktować niepełnosprawność jako cechę osobistą.

Czyli jesteś za formą „osoba z niepełnosprawnością”, a nie „osoba niepełnosprawna”?

Mam z tym problem, bo ile osób, z którymi rozmawiam, tyle podpowiedzi, a nie mam – wyrażę się jak badacz – dużej próby porównawczej. W takich sytuacjach działam intuicyjnie i po prostu „przegapiam” niepełnosprawność. Traktuję ją jako niewidoczną, oczywiście do momentu, gdy dostrzegam, że może ona prowadzić do jakiejś bariery komunikacyjnej. Wówczas niepełnosprawność staje się tematem. Ja po prostu rozmawiam z Tomkiem, a nie z niepełnosprawnym Tomkiem.

To czy możemy właśnie u Tomka zasięgnąć porady, gdy chcemy o coś go zapytać, ale nie wiemy, jak to zrobić, by nie było napięcia i dyskryminacji?

Wręcz musimy! Przecież w rozmowie cały czas są dwie strony. I nie ma co udawać, że my wszystko wiemy. Moje rozmowy na temat niepełnosprawności najczęściej zaczynają się od zdania: „Tomek, słuchaj, ja nie wiem, pomóż mi”. I to jest najlepsze, i najprostsze, co można zrobić – przyznać się do niewiedzy. Automatycznie ujawnić nasze intencje (chcę by było ok, pomóż mi) i wyrazić prośbę, czyli potraktować rozmówcę podmiotowo, równo, a nawet więcej – jako kogoś, kto nas czegoś nauczy. Tomek nam powie: „spoko wyluzuj, nie ma tematu”; albo: „zrób tak i tak”. W taki sposób wróciliśmy do podmiotowości, bo ona jest w języku najważniejsza.

Materiały na tej podstronie (tekst i zdjęcie) są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych