logotyp
Dr Krystyna Doroszewicz

Dr Krystyna Doroszewicz jest psychologiem, pracownikiem Katedry Psychologii Społecznej Uniwersytetu SWPS. Do jej zainteresowań badawczych należą psychologiczne aspekty imion oraz wywieranie wpływu społecznego w bliskich związkach.

Imię to ja

O Niuniach i Piotrusiach, literach na tablicach rejestracyjnych oraz efekcie koktajl party opowiada dr Krystyna Doroszewicz z Uniwersytetu SWPS

rozmawiała: Ola Rzążewska

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Jakie mamy podejście do imion?

Można wyodrębnić dwie skrajne postawy. Jedni ludzie mówią, że wszyscy mamy imiona, więc to nas nie różnicuje. Według nich imię to coś z zewnątrz – jest jak garnitur, który mamy na sobie. Ponieważ jest „obowiązkowe”, nie ma większego znaczenia. Z drugiej strony od wieków istnieje przekonanie, że imię ma wielką moc. Psycholodzy udowodnili w badaniach, że wszystko, co do nas należy, ma wielkie znaczenie. To odnosi się także do imion. Gdybym teraz pokazała pani dwa długopisy – jeden, który jest pani własnością i drugi należący do niewiadomo kogo i zapytała, który się pani bardziej podoba, co by pani odpowiedziała?

Pewnie, że ładniejszy jest ten mój…

No właśnie. Drugi powód, który może siłę imion wyjaśniać, to fakt, że na ich podstawie kształtuje się nasza tożsamość. Imię to ja. Każdy, kto obserwował rozwój małego dziecka wie, że przez pewien czas nie mówi ono w pierwszej osobie liczby pojedynczej, ale mówi o sobie tak, jak mówi o nim otoczenie, np. „Marysia chce jeść”. Imię jest tym słowem, wokół którego gromadzi się cała nasza wiedza na własny temat i w oparciu o nią kształtuje się nasza tożsamość.

Stąd takie przywiązanie do imienia, nawet jeśli uważamy, że nie jest ładne?

Oczywiście. Nawet jeśli nam się nie podoba, bardzo trudno byłoby nam podjąć decyzję o jego zmianie. Czujemy strach, że wtedy stalibyśmy się kimś innym. Potwierdza to też tzw. efekt koktajl party – gdy w czasie przyjęcia jest duży gwar i gra głośna muzyka, bezbłędnie wyłowimy z tego dźwiękowego tła nasze imię, jeśli ktoś je wypowie. Zresztą nasze przywiązanie do imienia sięga jeszcze dalej. Słyszała pani o badaniach związanych z ukrytym egotyzmem?

Nie, ale chętnie się dowiem, na czym polegały.

Chodziło w nich o zjawisko preferowania liter z własnego imienia, szczególnie tych występujących w inicjale. Zjawisko to wykrył Joseph R. Nuttin, belgijski psycholog. Wracając z urlopu, stał w korku samochodowym i obserwował tablice rejestracyjne innych aut. W pewnym momencie dostrzegł, że pewne litery wzbudzają w nim cieplejsze uczucia. Zastanawiał się, czemu tak jest i postawił roboczą hipotezę, że chodzi o litery występujące w jego imieniu i nazwisku, a także w imionach i nazwiskach jego żony i dzieci. To go zainspirowało do przeprowadzenia dobrze zaplanowanych badań eksperymentalnych.

Tę naszą sympatię do liter zawartych w imieniu potwierdziły też inne badania?

Tak. Osobom badanym pokazywano np. pogrupowane w trójki różne litery alfabetu, napisane taką samą czcionką, i proszono o wskazanie tych, które wydają im się najsympatyczniejsze. Znów okazało się, że cieplejsze uczucia badanych budzą te litery, które występują w ich imionach i inicjałach. Dalsze badania pokazały, że te preferencje, które wynikają z wielkiej siły oddziaływania, jaką ma nasze imię, przekładają się na poważne decyzje życiowe. Na przykład okazuje się, choć nie jest to jedyny czynnik, że – statystycznie rzecz biorąc – są większe szanse, że kobiecie bardziej spodoba się mężczyzna, którego imię zaczyna się od tej samej litery albo wręcz od tej samej sylaby, co jej imię, niż pan, którego imię zaczyna się zupełnie inaczej. Nawiasem mówiąc, mój mąż ma na drugie imię Krystian.

To bardzo ciekawe!

Tych badań jest oczywiście więcej, ale opowiem jeszcze tylko o jednych. Amerykańscy badacze wykazali, że istnieje związek pomiędzy imieniem i upodobaniem do liter w nim zawartych, a tym, jaki wybieramy zawód. Np. osoby o imieniu Denis statystycznie częściej wybierają zawód dentysty, niż osoby o imieniu, które nie zaczyna się na D. Gdy się o tym głośno mówi, ludzie protestują, bo chcą postrzegać siebie i swoje wybory jako racjonalne i przewidywalne.

Wróćmy jeszcze na chwilę do poczucia tożsamości, którą pozwala nam budować nasze imię. Są osoby, które w sytuacjach oficjalnych używają tylko zdrobnienia. Pierwszy przykład, jaki przychodzi mi do głowy, to oczywiście Radek Sikorski, ale przecież ja sama także używam zwykle formy Ola…

To pewna nowość obyczajowa i kulturowa, bo do niedawna w przestrzeni publicznej używało się oficjalnej wersji imienia, np. Aleksandra. Prócz niej wyróżniamy jeszcze formę potoczną, w pani przypadku to Ola, i zdrobniałą, a więc np. Oleńka. Każda z nich pociąga za sobą inne konotacje znaczeniowe, inne skojarzenia.

Dobrze się domyślam, że każda podkreśla inne cechy osoby, która ją nosi?

Zdecydowanie tak. Oficjalna wersja imienia kojarzona jest z takimi cechami jak ambicja, zdolność osiągnięcia sukcesu, moralność, odpowiedzialność, lojalność. Kiedy ubiegamy się np. o pracę w banku, to w CV nie piszemy o sobie „Krysia”. Użycie tej potocznej wersji imienia podkreśliłoby moje cechy towarzyskie, np. to, że jestem pogodna, wesoła i otwarta. A przecież w takiej autoprezentacji nie o to chodzi. Ważne są cechy kojarzone z sukcesem i odpowiedzialnością. Skracanie dystansu jest właściwe w sytuacjach nieformalnych lub zażyłych relacjach. W przypadku ministra posługiwanie się wersją: „jestem Radek” wydaje się nie na miejscu. Ta forma imienia kojarzy się z chłopcem z podwórka, kumplem. A przecież minister raczej kumplem nie bywa, a jeśli tak, to nieoficjalnie. Sama w mailach do znajomych podpisuję się „Krysia”, natomiast w korespondencji oficjalnej, np. ze studentami, używam formy „Krystyna Doroszewicz”. Dla bliskich natomiast jestem „Krysieńką” albo „Krysiunią”. To już formy zdrobniałe, których nikt obcy nie używa. Można przez nie wyrażać czułość, troskę, opiekuńczość. Jeśli chodzi o nasze poczucie tożsamości ważne jest jednak to, z którą formą się identyfikujemy.

To jest ta druga strona medalu. Mówimy o trzech formach imienia i o tym, jak one są postrzegane, ale to wokół formy używanej najczęściej budujemy swoją tożsamość, zrastamy się właśnie z nią.

Zaobserwowałam tutaj ciekawą sytuację – wiadomo, że do dzieci zwracamy się używając zdrobnień. Zdarza się, że człowiek rośnie, a jego imię się nie zmienia i np. Elżbieta do końca życia jest dla rodziny Elżunią albo Niunią. Znam mężczyznę, który nigdy nie stał się Piotrem, ale jest kilkudziesięcioletnim Piotrusiem. Kiedy jestem Krysiunią, to mogę sobie pozwolić na więcej, niż kiedy jestem Krystyną. Forma imienia jest więc o tyle ważna, że każda niesie inny przekaz.

Ciekawi mnie także postrzeganie form oficjalnych. Jak to się dzieje, że inne cechy będziemy przypisywać Małgorzacie, a inne Jadwidze, choć żadnej z nich nie znamy osobiście?

Rzeczywiście są różnice w postrzeganiu różnych imion i przypisywaniu cech osobom je noszącym. Niektóre skojarzenia mają charakter stereotypowy, kulturowy. Inne wynikają np. z długości imienia – tym dłuższym przypisywane są w większym stopniu cechy związane z osiągnięciami czy moralnością. Znaczenie ma również brzmienie: miękkie czy twarde, czasami skojarzenia z jakimiś konkretnymi osobami.

Czyli nie ma jednego czynnika, który miałby największy wpływ na ten proces?

Nie ma, choć oczywiście na poziomie ogólnym zawsze można powiedzieć, że odwołujemy się po prostu do swoich przekonań opartych o jednostkowe doświadczenia, np. kiedyś miałam wredną koleżankę Ankę i teraz każdej kobiecie o tym imieniu przypisuję takie cechy. Czasem tym źródłem odniesień są osoby powszechnie znane z kultury albo historii, np. mężczyznę o imieniu Adolf będziemy postrzegać jako dynamicznego i agresywnego.

Pewnie te skojarzenia pojawiają się bardzo często – poznajemy kogoś i mamy jakieś przeczucie na jego temat, ale oczywiście w sferze emocjonalnej, a nie rozumowej.

Pewne osoby nas przyciągają i dlatego imię ma bardzo duże znaczenie w pierwszym kontakcie, kiedy podejmujemy decyzję, czy chcemy kontynuować znajomość czy nie. Jeżeli imię danej osoby brzmi ciepło, pogodnie, miło, to i ta osoba wydaje się nam miła. Jeżeli imię brzmi twardo i zimno, to jesteśmy skłonni przypisać tej osobie podobne cechy i raczej chcemy jej unikać. Jeżeli mamy mało informacji, to właśnie imię, podobnie jak wygląd, jest podstawą kształtowania pierwszego wrażenia o nowopoznanej osobie.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych