logotyp
Dr Katarzyna Burska

Dr Katarzyna Burska jest filologiem polskim i językoznawcą, pracuje w Zakładzie Współczesnego Języka Polskiego na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego.

Srebrny lis pola karnego

O ścisku jak w warszawskim metrze, prawdziwym fighterze oraz kreatywności w relacjach sportowych opowiada dr Katarzyna Burska z Uniwersytetu Łódzkiego

rozmawiała: Ola Rzążewska

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Skąd się wzięło Pani zainteresowanie językiem sportowym?

Najpierw było zainteresowanie sportem – na pierwszy mecz tata zabrał mnie, gdy miałam kilka lat. To były lata 90., era sukcesów Widzewa Łódź. Sport mnie zafascynował, a zwłaszcza piłka nożna. Natomiast język, którym opisuje się sport, jest tak różnorodny, bogaty i ciekawy, że postanowiłam się nim zająć naukowo.

W powszechnej opinii język sportu jest powtarzalny, dość prosty, czasem bywa śmieszny.

Najpierw należałoby w ogóle zdefiniować język sportu. Trzeba pamiętać, że inaczej wypowiadają się kibice, inaczej trenerzy, sędziowie i zawodnicy. A jeszcze inaczej sport jest przedstawiany w mediach przez dziennikarzy.

To może skupmy się tylko na tych ostatnich.

Jeśli będziemy pamiętać, że sport to rywalizacja, a ona zawsze budzi emocje, zauważymy, jak one się przejawiają w języku komentatorów sportowych. Znaczenie mają dobór słownictwa, odpowiednia intonacja, szybkość wypowiedzi. Warto zwrócić uwagę na profesjonalną terminologię, zarówno polską, jak i zapożyczenia z angielskiego. Dostrzegalna jest także bogata metaforyka.

Czy to dynamiczny język? Czy krótkie zdania to jego znak rozpoznawczy?

Oczywiście w relacji telewizyjnej czy radiowej jest sporo urywanych zdań i niedopowiedzeń, co jest związane np. z szybko zmieniającą się sytuacją na boisku. Czasem zostaje zaburzona składnia, ale w użyciu są i krótkie, i długie wypowiedzenia. Bardziej uporządkowany jest język prasowy. Z kolei w internecie często pojawiają się relacje na żywo – wtedy przekaz jest zbudowany z krótkich zdań, bo pojawiają się tylko najważniejsze informacje.

W jaki sposób zbiera Pani materiał do badań?

Po prostu czytam albo słucham, robię to regularnie od 2010 r. Bardzo interesuje mnie kreatywność w języku dziennikarzy, mniej ich błędy i wpadki. Zapisuję najciekawsze porównania i metafory, chciałabym pokazać tę piękniejszą stronę relacji sportowych.

Czasem myślę, że barwne porównania dają więcej radości komentatorom sportowym niż słuchaczom…

Mnie sprawiają radość zwłaszcza te porównania nieoczekiwane, a myślę, że takich jest sporo. Są związane np. z militariami, medycyną czy farmakologią, np. „Zmiana stron zadziałała na obie drużyny jak opakowanie persenu”, a więc usypiająco. Zdarzają się też odniesienia do historii, mitologii, a także do świata zwierząt i roślin.

A co z motoryzacją?

Także pojawia w komentarzach, bo jest – obok sportu – stereotypowo czysto męskim obszarem. Bardzo popularne są również odwołania do polityki albo do realiów społecznych, np. słyszy się, że w polu karnym „był ścisk jak w warszawskim metrze”. Pamiętam, że pojawiło się też jakieś nawiązanie do kolejek na granicy polsko-ukraińskiej.

Czy takie zestawienia Panią zaskakują?

Gdyby tak nie było, to bym ich nie analizowała. Czasem oryginalność autorów zdumiewa. Niekiedy porównania są bardzo rozbudowane, a drugi człon przyjmuje formę opowiadania i słuchacz może się nawet trochę pogubić. Ale jeśli mamy do czynienia z formą pisaną, w pełni można docenić kunszt autorów.

To prawda, niektóre są zbudowane z najwyższą uwagą.

Bywają wręcz poetyckie! W opracowaniach dotyczących tego zagadnienia pojawia się nawet określenie „poezja futbolu”. W transmisjach sportowych szuka się środków poetyckich, takich jak peryfrazy, metafory czy porównania.

Wygląda na to, że ci, którzy rezygnują z relacji sportowych, wiele tracą.

Też mi się tak wydaje. Zachęcam, by zwracać na nie uwagę, nawet jeśli ktoś się nie interesuje sportem, choćby po to, by posłuchać, jak barwny jest język komentatorów. Sama bardzo cenię Tomasza Zimocha, choć niektórzy uważają, że jego metafory są przesadzone. Ja natomiast doceniam jego starania i próby językowego zaskoczenia słuchacza. Używa kwiecistych przenośni, często zupełnie niespodziewanych.

Coś się szczególnie zapisało w Pani pamięci?

Po zdobyciu złotego medalu przez Justynę Kowalczyk na igrzyskach olimpijskich nawoływał, by wszystkie dzwony w Polsce rozdzwoniły się na jej cześć, a gdy Robert Lewandowski strzelił bramkę w meczu Euro 2012 z Grecją, twierdził, że to wielki biało-czerwony pomnik, na którym najwyżej stanął właśnie nasz napastnik. Niektórzy uważają, że to już jest na granicy kiczu.

Pani też tak sądzi?

Nie, mnie się to podoba. Chociaż ważne jest też to, że kicz nie jest już definiowany tak jednoznacznie negatywnie. Może czasem te porównania Zimocha są trochę na siłę, ale na pewno przyciągają uwagę słuchaczy.

Czy komentatorzy modyfikują związki frazeologiczne?

Oczywiście! Kiedy Robert Lewandowski, który zmienił kolor włosów na srebrny blond, strzelił dwie bramki, komentator postanowił zmodyfikować związek frazeologiczny „podać coś na tacy” i powiedział „podał mu piłkę na srebrnej tacy”. Mamy też związek frazeologiczny funkcjonujący chyba tylko w futbolu, czyli „lis pola karnego”. Tak określa się kogoś, kto się znakomicie odnajduje w sytuacjach boiskowych i udaje mu się strzelić bramkę. Lewandowskiego określono mianem „srebrnego lisa pola karnego”, rozszerzając ten związek. Bardzo wiele modyfikacji pojawia się też w nagłówkach prasowych.

Myśli Pani, że to świadomy zabieg?

Jeśli mówimy o tytułach prasowych, to na pewno, natomiast w relacji na żywo w telewizji czy w radiu mogą się pojawić błędne modyfikacje frazeologizmów wynikające z nieznajomości oryginalnej postaci związku. Jestem jednak pewna, że „srebrny lis pola karnego” to zabieg celowy, przejaw kreatywności, a nie błąd. Zresztą właśnie te połączenia, które są świeże, użyte po raz pierwszy, robią na widzach czy słuchaczach największe wrażenie. Są najciekawsze, bo nowe, a często też nawiązują do aktualnych zdarzeń.

Wielu Polaków narzeka, że polszczyzna ostatnio zapożycza zbyt wiele słów z języka angielskiego. Czy tę narastającą tendencję widać też w języku sportu?

Na początku trzeba powiedzieć, że mamy wiele anglicyzmów funkcjonujących w języku sportu, które już na dobre zadomowiły się w języku polskim – choćby mecz, serwis czy set.

Rzeczywiście, są już z nami długo.

Przyzwyczailiśmy się do nich tak bardzo, że nie traktujemy ich jako obcych elementów języka. Ale współcześnie, np. w siatkówce, mamy wiele określeń, choćby „tie-break”, „pipe” czy „float”, zrozumiałych wyłącznie dla tych, którzy się tą dyscypliną interesują, i trudno byłoby znaleźć dla nich polskie odpowiedniki. Językoznawcy są w stanie taką sytuację zaakceptować. Nie podobają mi się natomiast te zapożyczenia, których użycie jest nieuzasadnione, bo mają już polskie odpowiedniki. Jeden z dziennikarzy tak bardzo lubi słowo „fighter”, czyli „wojownik”, że potrafi w ciągu jednej transmisji powtórzyć 10 razy, że jakiś zawodnik jest prawdziwym „fighterem”.

Czemu komentatorzy wybierają te anglojęzyczne wersje?

Taka jest moda, która obejmuje też inne obszary języka. Może w ten sposób komentatorzy chcą trafić do młodszej widowni, dla której taki przekaz będzie bardziej zrozumiały? A może jest to indywidualne przyzwyczajenie? Ktoś lubi jakiś angielski wyraz i dlatego często go używa. Ale na pewno nie powiedziałabym, że mamy zalew angielskiego słownictwa, takie słowa raczej się jedynie trafiają. Często są też stosowane zamiennie z ich polskimi odpowiednikami – np. „matchball” i „piłka meczowa”. To pierwsze określenie jest krótsze i pewnie to jeden z powodów, dla których komentatorzy po nie sięgają.

Czy często słyszy się frazy nawiązujące do przysłów, które nie istnieją? Mówię np. o przysłowiowej herbacie czy przysłowiowym spotkaniu.

W języku komentatorów sportowych jest wiele takich przykładów – przysłowiowe sześć punktów, przysłowiowy gwóźdź do trumny, przysłowiowa czerwona latarnia ligi. Oczywiście nie odwołują one do przysłów, więc poprzedzanie ich przymiotnikiem „przysłowiowy” jest zbędne. Ten błąd pojawia się często nie tylko w języku sportowym.

Co w badaniu języka sportowego sprawia Pani największą przyjemność?

Podoba mi się to, że nigdy nie wiem, jaka metafora dzisiaj się pojawi, czym mnie dziennikarze sportowi zaskoczą, co kreatywnego wymyślą. Lubię też ich emocjonalność, chociaż wiem, że dużo osób na to narzeka. Nieżyjący już Bohdan Tomaszewski mówił, że komentarz sportowy powinien być spokojny, że czasem warto trochę pomilczeć, a teraz wszystkie relacje są szybkie i przeładowane słowami. Współczesny odbiorca nie akceptuje ciszy. Myślę, że polskie komentarze sportowe nie są jeszcze tak emocjonalne jak te w krajach hiszpańsko- czy portugalskojęzycznych. W Brazylii słowo „gol” potrafi brzmieć na antenie przez minutę czy dłużej.

Różnimy się temperamentami i to widać w języku.

Zdecydowanie!

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych