logotyp
Dr Jarosław Łachnik

Dr Jarosław Łachnik pracuje w Instytucie Języka Polskiego na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Wśród jego zainteresowań naukowych są m.in. słowotwórstwo, stylistyka teoretyczna i językoznawstwo normatywne.

Szpieżka czy szpiegini?

O tym, kogo śmieszą filolożki, kiedy będą nami rządzić prezydentki i czy warto zatrudnić niańka, opowiada dr Jarosław Łachnik

rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Dlaczego dyskusja o żeńskich formach nazw zawodów i tytułów budzi w nas tyle emocji?

Emocje pojawiają się zawsze, kiedy rozmawiamy o tym, co męskie i żeńskie. Od dawna mówi się, że polszczyzna w niewystarczający sposób odzwierciedla obecność kobiet w sferze publicznej, nie traktuje ich na równi z mężczyznami. Panie zajmują wysokie stanowiska w dyplomacji, biznesie, zajmują się polityką, pracują naukowo, a nie znajduje to odbicia w języku. Polszczyzna jest maskulinocentryczna, co oznacza, że rodzaj męski w niej dominuje, ma pierwszeństwo. Wystarczy prosty przykład. Powiemy, że Ania i Kasia szły, ale Ania i Jacek szli. Jeśli kobiet będzie kilka, a mężczyzna tylko jeden, też będą szli. Co więcej, jeśli Jacka zastąpi np. maleńki żółw, nadal wszyscy razem będą szli.

Może więc byłoby dobrze, gdyby nazwy zawodów i tytułów miały też formy żeńskie?

Jako językoznawca muszę powiedzieć, że oczywiście już je mają. I nie chodzi mi tylko o aktorki, malarki, pisarki, lekarki czy nauczycielki, a więc o nazwy zawodów, które kobiety od dawna wykonują. Jest przecież „ten prezydent” i „ta prezydent”, „ten minister” i „ta minister”, „ten inżynier” i „ta inżynier”, „ten architekt” i „ta architekt”. Te rzeczowniki są tożsame w mianowniku, ale kiedy przyjrzymy się ich odmianie, zobaczymy różnice. Powiemy np. „spotkałem się z panem profesorem” ale „spotkałem się z panią profesor”. Jeśli jednak użytkownicy polszczyzny uznają, że potrzebne są im takie formy jak „prezydentka”, „ministra” czy „marszałkini”, z czasem zostaną one zaakceptowane. To całkiem prawdopodobne – język odzwierciedla przecież wszystko, co dzieje się w rzeczywistości.

Dlatego kiedyś powszechnie używano np. nazwisk odmężowskich i odojcowskich.

Opisywanie kobiet jako przynależnych do mężczyzn odbijało kulturę patriarchalną. Żona pana Nowaka była panią Nowakową, a córka – panną Nowakówną. Dziś używamy przyrostka „-owa” w języku potocznym, mówimy np. „przyszła Hartwigowa”, przy czym nie ma dla nas znaczenia stan cywilny tej pani. Trochę inaczej jest w środowiskach artystycznych. Kiedy pytam słuchaczy, jakie nazwisko ma w dowodzie Krystyna Czubówna, wielu z nich uważa, że przecież właśnie takie. Wydaje się jednak, że dziennikarka dokonała dobrego wyboru – medialnie dużo lepsza jest wersja „Czubówna” niż „Czub”.

Wiele osób jest przeciwnych wszelkim zmianom. Argumentują np., że „premier” to po prostu „osoba stojąca na czele rządu”.

Rzeczywiście, dopiero drugie znaczenie tego słowa to „mężczyzna pełniący funkcję premiera”. Na tej samej zasadzie, kiedy słyszymy, że „prezes firmy spotkał się ze wszystkimi pracownikami”, nie uważamy, że spotkał się tylko z mężczyznami. Choć może się zdarzyć, że kiedyś będziemy inaczej odbierać takie stwierdzenia i mówić „z pracownicami i pracownikami”, jeśli będziemy mieć na myśli przedstawicieli obydwu płci. Dziś, z punktu widzenia poprawności językowej, nie ma takiej potrzeby. Ale poprawność to przecież tylko jeden z punktów widzenia. Wiele zależy też od naszych przekonań, od światopoglądu. Dla niektórych przeciwników „prezydentki” i „doktorki” wartością jest przezroczystość – ich zdaniem, używając tych form, niepotrzebnie podkreślamy płeć.

A inni mówią, że jeśli z tych form rezygnujemy, to ją niepotrzebnie chowamy. Można przypuszczać, że nadal dużo osób słysząc „powstańcy warszawscy”, wyobraża sobie mężczyzn z karabinami.

Według słownika „powstaniec” to oczywiście osoba biorąca udział w powstaniu, jego uczestnik, więc to określenie obejmuje i mężczyzn, i kobiety. Teoretycznie wszystko jest w porządku, choć w odbiorze społecznym może być inaczej. Jeśli uznamy, że w ten sposób pomijamy kobiety i przemilczamy ich rolę w historii, będziemy mówić o „powstańczyniach” albo „powstankach”. O tym jednak zdecyduje czas – w tym momencie trudno przewidzieć, co się stanie.

Przeciwnicy form żeńskich mają jeszcze inny argument – twierdzą, że formy męskie brzmią bardziej prestiżowo, a „prawniczka” czy „socjolożka” wydają się potoczne, czasem nawet śmieszne.

Niektórzy rzeczywiście odbierają je jako deprecjonujące, nieeleganckie czy pobłażliwe i dlatego – ich zdaniem – nie do zaakceptowania. Problem polega jednak na tym, że my po prostu nie jesteśmy do nich przyzwyczajeni i dlatego wydają nam się „nieładne”. Śmieszy nas, dziwi i zaskakuje to, co jest nowe, nieutrwalone. Kiedy przypominam, że rzeczownik „kobieta” kiedyś był obraźliwy, wielu osobom dziś nie mieści się to w głowie. Polszczyzna ewoluuje i w wyniku tego procesu zmienia się znaczenie albo nacechowanie stylistyczne niektórych wyrazów. Nowe słowa powoli wrastają w język, a my tego procesu nie dostrzegamy na co dzień. Dziś trudno wyrokować, w którą stronę pójdzie polszczyzna. Być może „filolożka” zawsze będzie nam się wydawać potoczna i w oficjalnych sytuacjach będziemy mówić „filolog”, ale może być i tak, że za kilkadziesiąt czy kilkaset lat obie formy będą równoprawne.

Przeciwnicy zmian niemal zawsze dodają, że żeńskie formy często po prostu trudno wymówić.

Być może to bariera, która sprawia, że np. „chirurżka” jeszcze się nie przyjęła, choć – z drugiej strony – na słowo „rżysko” jakoś nikt nie narzeka. Z „architektką”, „docentką” czy „szpieżką” też dalibyśmy sobie radę. Wydają się komiczne? Niektórzy w identyczny sposób reagują, gdy się dowiadują, że mieszkaniec Polesia to „Poleszuk”, a mieszkanka – „Poleszuczka”. Gdyby „szpieżka” funkcjonowała od stu lat, nikogo by dziś nie dziwiła.

O kobiecie szpiegu moglibyśmy też mówić „szpiegini”?

Tak, bo przyrostki słowotwórcze w sposób nieregularny przyłączają się do form męskich, tworząc z nich formy żeńskie. Przyrostek „-ini” uznaje się za raczej mało produktywny dzisiaj, mało aktywny. Jednak w wielu przypadkach nie można stwierdzić, która wersja bardziej spodoba się użytkownikom języka. Pewnie gdybyśmy wiele lat temu zastanawiali się np. nad tym, czy w sejmie będzie zasiadać „posłanka”, „poślica” czy „poślini”, wytypowalibyśmy bezbłędnie. Przyrostek „-ka” jest zresztą dominujący także teraz i ludzie zaczynają go używać ponad miarę. Choć istnieje słowo „pracownica”, powstała „pracowniczka”. Co więcej, zaczęło nam się wydawać, że ta pierwsza pani to raczej woźna albo osoba zatrudniona w fabryce, a ta druga wykonuje pracę umysłową i dlatego trochę nam już zgrzyta zestawienie „pracownica naukowa”.

Język często nas zaskakuje.

Kiedyś np. słowo „papieżyca” było neutralne, teraz kojarzy nam się z herod-babą, której wszyscy się boją. Do nauczycielki w liceum można było śmiało powiedzieć „pani profesorko”, teraz ta forma niektórym wydaje się śmieszna, innym lekceważąca. O nauczycielce powiemy „matematyczka”, ale jeśli będziemy mieć na myśli kobietę, która pracuje naukowo – raczej użyjemy formy „matematyk”.

Problemów nie mamy za to z „przedszkolanką” czy „nauczycielką”, bo kobiety od dawna wykonują te zawody.

Powiemy jednak raczej, że pani Ewa Iksińska została wybrana „na nauczyciela roku”, a nie „na nauczycielkę roku”. W tym drugim przypadku zajdzie podejrzenie, że była najlepsza tylko wśród kobiet.

To może choć w przypadku „lekarki” sprawa jest prosta?

To ciekawy przypadek, bo niektórym ta od dawna zadomowiona w polszczyźnie forma nagle zaczęła się wydawać zbyt potoczna i kiedy chcą docenić pracę swojej pani doktor, mówią np. „spotkałem się z moją lekarz”. A to przecież absolutnie niepoprawne!

Z drugiej strony, czasem mamy problemy z formami męskimi, np. nie wiemy jak nazwać pana pracującego w zakładzie kosmetycznym. Kosmetyk?

A jak powiedzieć o panu, który się opiekuje dziećmi? Nianiek?

Ona jest sekretarką w urzędzie, on sekretarzem być nie może, bo „sekretarz” to nazwa dużo wyższego stanowiska…

Ale w tym przypadku to „nie może być” odwołuje się tylko do rzeczywistości urzędowej, a nie językowej, w której jest to przecież dopuszczalne. Chociaż – jak znam życie – pani będzie nadal sekretarką, a pan awansuje na asystenta.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych