logotyp
Dr Ewa Kozioł-Chrzanowska

Dr Ewa Kozioł-Chrzanowska jest językoznawczynią, kierowniczką studiów podyplomowych na Uniwersytecie SWPS. Zajmuje się badaniem współczesnego języka polskiego, jest też redaktorką haseł w „Wielkim słowniku języka polskiego” Polskiej Akademii Nauk.

Kto rano wstaje…

O zawieszaniu głosu w połowie przysłowia, memach i wiecznym karnawale opowiada dr Ewa Kozioł-Chrzanowska z Uniwersytetu SWPS

rozmawiała: Ola Rzążewska

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Jakie jest pani ulubione przysłowie?

To trudne pytanie i chyba nie potrafię na nie odpowiedzieć, ale bardzo interesuje mnie to, co się dzieje z przysłowiami – których używamy, a których nie, jak się zmieniają.

Kiedy ta ciekawość miała swój początek?

Kiedy byłam na studiach, zainteresowałam się nowomową. Napisałam pracę magisterską o tym, jak pewne schematy językowe są wykorzystywane w języku polityki. Zafascynowało mnie to, do jakiego stopnia mówimy tekstami, które skądś przejmujemy, posługujemy się mniej albo bardziej uświadomionymi schematami. Stąd wzięło się moje późniejsze zainteresowanie frazeologizmami i przysłowiami oraz tym, jak je odczytujemy i przekształcamy.

Czy Polacy częściej używają przysłów w wersji oryginalnej czy już przekształconej?

Niestety nie ma takich danych, ale chyba więcej jest w polszczyźnie przekształceń. Zresztą miarą zakorzenienia w języku związku frazeologicznego albo przysłowia jest to, czy powstają jego przeróbki. Jakiś czas temu robiłam badania na temat występowania najbardziej popularnych polskich przysłów w memach internetowych. W badaniach na temat samych memów znalazłam zresztą identyczny wniosek: o popularności memu świadczy to, że jest wielokrotnie powtarzany, przetwarzany, że pojawiają się memy, które komentują fenomen danego memu.

Jakie przysłowia są chętnie wykorzystywane w memach?

Na początek musimy sobie powiedzieć, że kategoria przysłów jest dosyć rozmyta. Niektórzy badacze zaliczają do niej także sentencje. Różnica polega na tym, że sentencja nie ma dwustopniowego znaczenia. Jeśli powiemy: „Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”, może chodzić o dosłowne ścielenie łóżka i wygodę spania, ale znacznie częściej mamy na myśli sens przenośny. Tak jest z przysłowiami. A sentencje mają tylko jedną warstwę znaczeniową.

Jakiś przykład?

„Idzie luty, obuj buty” – tutaj mamy tylko jednopoziomowy sens. Właśnie takie sentencje trudniej poddają się przekształceniom, bo są mało skomplikowane, a co za tym idzie, mniej można z nich wydobyć ciekawych rzeczy. W wielu krajach, w tym również u nas, prowadzone są badania ankietowe, które pozwalają ustalać listy najlepiej znanych przysłów. Takie rankingi są przydatne dla wielu badaczy, np. dla nauczycieli pracujących z cudzoziemcami. Ja również wykorzystałam je w swoich badaniach, sprawdziłam, jak często i w jaki sposób najlepiej znane przysłowia i sentencje są wykorzystywane w memach. Memów z przysłowiami jest wcale niemało, chociaż nasza znajomość przysłów nie jest imponująca: zgodnie z badaniami sprzed niemal 20 lat lista najlepiej znanych powiedzeń liczyła 72 przykłady, a w 2013 r. – już tylko 39.

Które przysłowia cieszą się wyjątkową popularnością?

Na przykład „Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. Ale szczególnie ciekawe jest coś innego – przekształceń przysłów wcale nie było tak dużo. Około połowa przypadków to przysłowia w formie dosłownej, czyli prototypowej, do których dodany został jakiś obrazek.

Czy te memy odnoszą się najczęściej do polityki?

Raczej do codzienności i potwierdzają prawdy dość uniwersalne, dotyczące uczuć albo życia rodzinnego. Politycznych memów jest mnóstwo, ale internauci akurat przy ich tworzeniu nieczęsto korzystają z przysłów.

A jak już korzystają, to raczej upraszczają przysłowia czy je rozbudowują?

Bywa różnie, bo różne są motywacje twórców memów. Zacznijmy od cięć. Zamiast powiedzieć: „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje”, powiemy: „Kto rano wstaje…” i zawiesimy głos, licząc na to, że nasz rozmówca domyśli się dalszego ciągu. W tym przypadku niemal każdy wie, jaka jest druga część tego zdania. Ale nie zawsze tak jest. Przysłowie „Nie dla psa kiełbasa…” ma różne rozwinięcia, np. „…nie dla kota szperka”, ale niemal nigdy tego nie dodajemy.

Mam wrażenie, że wiele osób nie ma nawet pojęcia, że tam jest coś do dopowiedzenia…

A jednak wychodzimy z założenia, że nie musimy mówić całości, bo wszyscy ją znają albo i bez niej rozumieją sens przysłowia, więc wystarczy przytoczyć początek. Chodzi o ekonomizację języka – chcemy powiedzieć coś szybciej, więc skracamy. Kolejne przekształcenia to są świadome gry. Mamy więc np. antyprzysłowia, czyli zabawne przeróbki oryginalnych przysłów, które podważają ich sens lub w jakiś sposób grają z formą, np. zamiast: „Gość w dom, Bóg w dom” – „Gość w dom, żona w ciążę” albo: „Gość w dom, kredens na klucz”.

Jeszcze jakiś przykład?

Mamy przysłowie: „Co ma wisieć, nie utonie”. Widziałam je w wersji: „Co ma Wisia, nie Antoni”, w której na miejsce czasowników weszły dwa imiona. Takie przeróbki często się nie przyjmują, bo są formą zabawy, sztuki dla sztuki. Nie niosą w sobie treści takiej, jak oryginalne przysłowia i przez to są efemerydami, rodzą się z potrzeby chwili i chwilę później już ich nie ma.

A następna kategoria przekształceń?

Przekształcenia świadome, celowe, robione z myślą np. o sloganach politycznych czy reklamowych. To wcale nie jest częste. Dobrym przykładem będzie reklamowe hasło samochodu „nowa miłość nie rdzewieje” czyli przeróbka powszechnie znanego przysłowia „stara miłość nie rdzewieje”. Kolejny sposób przekształcenia polega na tym, że przysłowie dostosowujemy do konkretnej sytuacji. Mamy świetnie znane przysłowie: „Ktoś nie śpi, by spać mógł ktoś”, ale gdy na imprezę idą dwie osoby i jedna z nich ma prowadzić auto, możemy powiedzieć: „Ktoś nie pije, by pić mógł ktoś”.

Mam wrażenie, że tu pojawia się wątek mocno kreatywny, który zachęca do sięgania w nieoczywiste rejony skojarzeń.

Na pewno, choć są jeszcze lepsze przykłady na to, o czym pani mówi. Są bowiem przysłowia, które mają bardzo otwartą strukturę i aż się proszą o uzupełnienia, np. to zaczynające się od słów „Gdyby było wszystko jedno, to…”. Jeśli wpiszemy tę frazę w wyszukiwarkę internetową, znajdziemy bardzo dużo rozwinięć, np. „…byśmy szczekali, a nie mówili”.

A tymczasem…

A tymczasem, jak sprawdziłam w „Nowej księdze przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich” mamy tylko dwie wersje główne tego przysłowia: „Gdyby było wszystko jedno, to wchodzilibyśmy oknami, a nie drzwiami” oraz: „Gdyby było wszystko jedno, to by było gówno z miodem”.

Czy to, co dziś powstaje z tych przeróbek, można jeszcze traktować jako przysłowia?

Wielu badaczy jest ostrożnych i mówi, że do oceny tego zjawiska potrzeba czasu, by zobaczyć, czy coś z tych nowych wersji zostanie w naszym języku. Na pewno większość przeróbek ma krótki żywot m.in. dlatego, że w żadnej mierze nie są dydaktyczne, nie niosą ze sobą żadnych głębszych treści. Rzadko są poważne i rzadko chcą przekazać jakąś prawdę o życiu. Są efektem kreacji, zabawy, gry z językiem.

Czy sądzi pani, że jest jeszcze jakaś motywacja poza zabawą, która popycha ludzi do przerabiania przysłów?

Wydaje mi się, że innych powodów jest coraz mniej – zabawa coraz bardziej dominuje. To oczywiście nic nowego, o karnawalizacji mówią wciąż m.in. kulturoznawcy i socjologowie. To pojęcie wprowadzone przez Bachtina początkowo odnosiło się tylko do literatury, ale teraz opisuje także takie życie, jakby wciąż trwał karnawał. To już nie jest przerwa w normalnym życiu, bo my ciągle i ciągle chcemy się bawić. Widać to również w języku, bo język też jest tworem kultury. I mocno wpisuje się w ten trend.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych