logotyp
Aleksandra Józefowska

Aleksandra Józefowska jest pedagożką, psychoterapeutką i edukatorką seksualną.

Język z pola walki

O wojnie z pomarańczową skórką, tytułach z magazynów kobiecych i słowach, którymi mówimy o swoim ciele, opowiada Aleksandra Józefowska

rozmawiała: Ola Rzążewska

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Czemu dziewczynom i kobietom tak łatwo przychodzą do głowy słowa, które idealnie się nadają, by krytycznie mówić o swoim wyglądzie?

Bo jesteśmy poddawane ogromnej presji, by wyglądać w określony sposób – stoją za tym oczywiście silnie lansowane przez media wzorce popkulturowe, które dotyczą w największej mierze dziewczynek i kobiet. Mamy być szczupłe, zgrabne, ładne oraz seksowne. Młode dziewczyny czują, że powinny się w tym wzorcu zmieścić. Dodatkowo, poznają ten wzorzec już w dzieciństwie – małe dzieci, widząc matkę krytykującą głośno swój wygląd, kopiują jej zachowanie. Pamiętam sytuację, gdy na plaży 3-latka przebierała się w kostium i powiedziała, że nie zdejmie koszulki, bo jest gruba. Pewnie wcześniej słyszała, jak mama mówiła, że jest za gruba, by się rozebrać.

Powiedziałaś, że ten wzorzec opiera się na tym, by być ładną, szczupłą i seksowną. To często odwrotność tego, jakiego języka używamy, gdy o sobie myślimy – że jestem gruba, nieładna i nieseksowna.

Kobiety częściej się zajmują swoim wyglądem, bo silniej doświadczają presji w tej sprawie i widzą, że odstają od ideału. Wystarczy przejrzeć magazyny dla kobiet, by zobaczyć, że ogromna część artykułów koncentruje się na wyglądzie. Tytuły mówią wszystko: „Bądź szczupła na wiosnę”, „Zachwyć go błyszczącymi włosami”, „Zadbaj o paznokcie”. Każda część ciała jest wzięta pod lupę, a następnie szczegółowo omówiona pod kątem koniecznych poprawek. To bardzo okrutne, ale kobiety, chcąc nie chcąc, ulegają temu komunikatowi.

Czy bywa tak, że nawet jeśli dziewczyna uważa, że wygląda nieźle, to zawsze znajdzie się jakieś „ale”? Zdania zbudowane według schematu: „…ale mój brzuch, …ale moje piersi, …ale moje uda nie są takie, jak trzeba!” zdają się od razu przychodzić nam do głowy.

Czasem kobiety nawet nie wiedzą, że mogą mieć jakiś kompleks, ale kultura masowa już czyha i szybciutko podsuwa im pomysł. Nie wiem, kiedy zaczął się ten trend zwalczania cellulitu, ale jestem pewna, że kiedyś go nie zauważałyśmy. Ot, skóra wyglądała jak skóra, a od pewnego momentu, gdy ktoś ukuł nazwę „pomarańczowa skórka”, poszedł za tym poszedł cały biznes kosmetyczny, produkujący środki, które kobiety kupują, by walczyć z cellulitem. O, właśnie, słowo „walczyć” – jest świetnym reprezentantem całej grupy określeń, których używamy, by opowiedzieć o staraniach o dobry wygląd – wygraj z cellulitem, podejmij walkę z nadwagą. To brzmi tak, jakby kobieta była ze swoim ciałem cały czas na wojnie.

Teraz widzę, że ta autokrytyka jest wszechogarniająca. Bo przecież język, którego używamy, buduje dla nas świat pełen naszej niedoskonałości.

Kobiety często nie znają innego języka. Niepokojący jest pewien rodzaj schizofrenii, dotyczący tych przekazów, zwłaszcza kierowanych do nastolatek. Bo z jednej strony rzeczywiście jest ta orka na ugorze własnego ciała, wygładzanie, zwalczanie zbędnych kilogramów, przymus bycia ładną, seksowną i szczupłą. Do tego dochodzi jeszcze przymus, żeby być odważną i przebojową, gotową na wszystko. Dziewczyny słyszą: nie bój się eksponować ciała, nie masz się czego wstydzić, błyśnij opalenizną, pokaż dekolt, odważ się, bądź gorącą laską. A z drugiej strony w Polsce jest też silny przekaz związany z kościołem, który mówi zupełnie inne rzeczy – bądź skromna, nieśmiałość to zaleta, w skromności jest prawdziwa atrakcyjność, gdy jesteś skromna, dbasz o swoją godność, nie rozmieniaj się na drobne, kobieta, która współżyła przed ślubem jest jak nadgryzione jabłko, którego nikt nie będzie chciał zjeść. Tego typu sprzeczność przekazu jest bardzo trudna dla młodych dziewczyn – bo jakie one w końcu mają być?

Czy to dlatego używają jednocześnie obu tych języków?

Jest jeszcze gorzej – one biorą z każdego z nich to, co w nie najmocniej uderza. Nie to, co afirmuje, ale dociąża, np. używają słów bardzo ocennych, krytycznych: jestem gruba, brzydka, płaska, nie mam w ogóle tyłka. A dodatkowo jeszcze potrafią za pomocą języka bardzo restrykcyjnie oceniać inne dziewczyny, mówiąc: szanuj się, przestań się puszczać. Nastolatki są więc w niezwykle trudnej sytuacji. Na szczęście wraz z nabywaniem doświadczenia życiowego, pozwalamy sobie coraz bardziej być sobą, wybierać to, co nam samym się podoba. Oczywiście z drugiej strony presja jest wciąż obecna i silna.

Z jednej strony, z wiekiem kobiety nabywają doświadczenia, a przecież z drugiej – będąc już mamami i używając języka, który krytycznie ocenia ich wygląd, wdrukowują swoim córkom krytyczne myślenie o ciele.

Samorozwój sprzyja temu, by poznając swoje potrzeby, nie wpadać w pułapki zastawiane przez kulturę, ale faktycznie ten moment po porodzie i połogu jest bardzo trudny. Znów do kobiety docierają wielkie wymagania – mamy poradniki celebrytek, które fotografują się z płaskimi brzuchami 3 tygodnie po porodzie i które mówią, że czują się świetnie. Czytelniczki natychmiast zaczynają się z nimi porównywać i nakazują sobie też wziąć się w garść. Bo ten przekaz brzmi: możesz być fit mamą, możesz być seksi mamą.

Co myśli o sobie kobieta, gdy jest poddawana tak silnej presji?

Na przykład myśli, że nigdy nie uda jej się wrócić do dawnej figury, bo nie jest taka, jak te celebrytki. Zwróć uwagę na to sformułowanie „nie uda jej się”, bo ono pokazuje, że choć stawiamy sobie cele i mamy zadania do wykonania, to wiemy z góry, że to jest skazane na porażkę. A przecież to jest czas, w którym ona ma szansę skupić się na czymś innym – urodziła dziecko, jest w nowej sytuacji życiowej i oswaja się z nią, wchodząc w rolę mamy.

Ale mamy też, niejako dla równowagi, inicjatywy, w których kobiety po porodzie pokazują ciało bez żadnych upiększeń.

To świetna robota, bo kobiety mogą zobaczyć coś prawdziwszego niż wizerunek z celebryckich sesji zdjęciowych i poczuć się normalnie. Ale na części z tych zdjęć widać blizny po cesarkach, obwisłą skórę, niektóre z fotografii są bardzo naturalistyczne – w komentarzach pisanych przez dziewczyny pod takimi zdjęciami widzę, że często to zmienione ciało budzi w nich lęk albo opór. Myślę, że w naszej kulturze, w której nie bywamy często w saunach, ludzie rzadko widzą nagie ciała, starsze, młodsze, niewysportowane, po operacjach, grubsze, chudsze, bogate w swojej różnorodności. I dlatego każde odstępstwo od wizerunku młodego, gładkiego, odrealnionego ciała z reklam, może budzić lęk. Zwłaszcza u kobiet.

I tak źle, i tak niedobrze.

Więc gdy kobiety odczuwają frustrację, że nie udaje im się sprostać tej powinności dobrego wyglądu i narzekają patrząc w lustro, to dzieci, mając 2-3 lata, już to świetnie słyszą. I w taki sposób zaszczepiamy w nich przekonanie, jak ważne jest, by być szczupłą albo nie mieć obwisłego biustu.

Czasem rodzic idzie krok dalej i wprost mówi dziecku, że jest grube i trzeba coś z tym zrobić. Znów język jest narzędziem krytyki i zachęca do walki ze sobą…

Dziecko wtedy czuje, że coś jest z nim nie tak, nie czuje się akceptowane, a to jest najważniejsze, gdy się ma kilka lat. Taki komunikat wsiąka w nie jak deszcz w suchą ziemię. Będzie patrzyło na siebie w nieakceptujący, krytyczny sposób. Bo przecież z tego, co mówi mama, wynika, że ciało jest czymś, co ma dobrze wyglądać. Byłam niedawno z moim 5-letnim synem na dobrze zrobionym filmie, o przygodach fajnego kotka. Ale twórcy filmu puszczali też oczko do dorosłych, wprowadzając postacie kur, które miały na sobie mnóstwo perełek i błyskotek. Jedna kura powiedziała do drugiej: nie żryj tyle, bo będziesz gruba i kogut się z tobą nie ożeni. Bardzo mnie to zirytowało – to niewiarygodne, że nawet w udanym filmie dla dzieci jest komentarz na temat kobiecego wyglądu. To dokładnie ten sam przekaz, który dają czasem dzieciom rodzice mówiąc: nie obżeraj się, bo będziesz gruba. Dziecko słysząc takie rzeczy jest szykowane do jakiejś roli w dorosłym życiu, ale trzeba się postarać, by w niej w ogóle zaistnieć.

A co byśmy mogły zyskać, gdybyśmy się zaczęły zastanawiać nad tym, jak same o sobie mówimy, na jaki język się decydujemy i jak to na nas wpływa?

Pierwszą korzyścią byłoby bardziej świadome spojrzenie na siebie i więcej łagodności w kontaktach ze sobą. Może udałoby się zobaczyć, że jest się ciągle z samą sobą na polu walki. I że to wyczerpuje. Być może tę energię, którą się marnuje, by udoskonalać to, co nigdy nie będzie doskonałe, można by zainwestować inaczej, wyjść z błędnego koła retoryki wojny i walki. A w konsekwencji bardziej komfortowo się ze sobą czuć.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych