logotyp
Bogumił Mikołajczak

Bogumił Mikołajczak, dziadek

Uratowane słowo: taradajka

rozmawiała: Katarzyna Morańda

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 
Taradajka, czyli mała bryczka bez resorów, wywołuje u mnie obraz rajzy – włóczenia się z miejsca na miejsce, podróżowania.
W 1939 r., gdy rozpoczynała się druga wojna światowa, miałem cztery lata i mieszkałem wraz z tatą, mamą i siedmioletnim bratem w małym miasteczku w Małopolsce. We wrześniu mój ojciec poszedł na wojnę. Mama (jak inni mieszkańcy) otrzymała nakaz ewakuacji na wschód Polski. Na tę rajzę dostała taradajkę. Spakowała, co się dało, zabrała swoich synków i wyruszyła. Na taradajce było wygodnie. Oprócz siedzeń znajdowało się tam miejsce na bagaże, było też dosyć dużo siana. Taradajka ciągniona przez konia po słabych drogach strasznie się „taradała”, to znaczy trzęsła się, huśtała i podskakiwała. Ja i mój brat mieliśmy z tego powodu wielką uciechę. Po drodze oglądaliśmy okropności wojny, przeżywaliśmy naloty niemieckich samolotów.
Te straszne wojenne przeżycia mieszają się w moich wspomnieniach z zapachem siana i wstrząsami na pozbawionej resorów taradajce. Tak wędrowaliśmy aż do Biłgoraja. Stamtąd już nie niemieccy, a rosyjscy żołnierze nakazali nam powrót. Po powrocie taradajka została skonfiskowana, a wymuszona rajza zakończyła się w naszym starym, ale wyszabrowanym mieszkaniu.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych