logotyp
Mirosława Wawrzyniak

Mirosława Wawrzyniak

Uratowane słowo: szupłat

rozmawiała: Anula Wawrzyniak

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 
Jednym z pierwszych słów, których znaczenie poznałam jako małe i niesforne niczym półdiablę dziecię, był „szupłat”. Takim to określeniem obdarzała mnie minimum raz dziennie moja rodzicielka, zazwyczaj odnosząc się do moich wyczynów z zabawkami i książeczkami. W gwarze wielkopolskiej, której używa się wciąż w moim domu, to urocze słówko oznacza ni mniej ni więcej osobę, która wykazuje niezwykłe wprost skłonności do bałaganienia.
Początkowo byłam przekonana, że owo uroczo brzmiące słówko oznacza po prostu „dziecko” – czyli mnie. Nie przejmowałam się więc zanadto, słysząc je tak często, przekonana, iż jest to wyraz rodzicielskiej miłości i określenie podobnej kategorii jak „misiaczek”, „skarbuś” czy „kotek”. O święta naiwności! No, ale rodzina szybko wyprowadziła mnie z błędu, dobitnie wyjaśniając, że nie jest to bynajmniej czułostka.
Cóż, trudno odmówić mamuśce racji – uwielbiałam wprost chaos i dezorganizację, niemal zawsze zapominając o posprzątaniu swoich zabawek. Mam tak zresztą do dziś i wciąż jeszcze – gdy goszczę w rodzinnym domu – zdarza mi się usłyszeć to czułe określenie: „Ty szupłacie” naprzemiennie z: „Ty łobuzie nicpoty”. Mam to słowo zapisane w duszy – i choć w Wielkopolsce mało kto go już używa, ja niosę je w przyszłość jak skarb z dzieciństwa – w mojej szupłackiej, zabałaganionej duszy. Na zdjęciu zaś możecie zobaczyć tę, która zakorzeniła we mnie owo słowo – moją Mamę w groźnej pozie. Pewnie znów zapomniałam posprzątać… Cóż, muszę kończyć i uciekać, zanim dopadnie mnie i za ucho doprowadzi na miejsce zbrodni… ;)

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych