logotyp
Jadwiga Góźdź

Jadwiga Góźdź

Uratowane słowo: paździury

rozmawiała: Jowita Makowska

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 
Paździury to resztki, odpady, śmieci. Historia związana z tym słowem, którą opowiedziała mi pani Jadwiga, jest dość skomplikowana. Dotyczy starego, jeszcze drewnianego, warsztatu tkackiego. Nazwy jego części wyszły już z mody i mogą brzmieć obco. Kiedy pani Jadwiga była małą dziewczynką i mieszkała w mazowieckiej wsi Polany, chętnie odwiedzała swoją sąsiadkę – starszą kobietę, w której domu stało ogromne, tajemnicze urządzenie. Był to warsztat tkacki. Zafascynowana nim dziewczynka lubiła przyglądać się sąsiadce podczas pracy i wypytywać o szczegóły. Warsztat składał się z rytki, czyli snowadła, nicielnicy i loda. W lodzie była połocha i czółenka. Dzięki wijakowi wiło się cewki, które wkładało się do czółenka. Aby móc wytworzyć coś dzięki temu warsztatowi, trzeba było siać len, który po odpowiednim przygotowaniu „mądliło się”. Po tej czynności wychodziły pakuły. Poddawano je młocce cepem, podczas której pojawiały się paździury, czyli resztki, odpadki. Następnie była kądziel i przędło się len wrzecionkiem. Motało się motowidłem nici lnu na przedsionka i wiło się wijatkiem. Z otrzymanych nici można było zrobić mnóstwo najróżniejszych pięknych rzeczy: płótna, „gałganiarze” i chodniki. Z dobrego gatunku przędzy powstawały nawet kolorowe kilimy na ścianę, a z gorszego robiło się worki na kartofle. Od tamtej pory moja bohaterka, wtedy jeszcze mała Jadzia, chodząc po wsi, potrafiła dostrzec i docenić trud włożony w wytwory tkackie swojej sąsiadki.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2017.

OJczysty - dodaj do ulubionych