logotyp
Andrzej Zawadzki

Andrzej Zawadzki

Uratowane słowo: materklasy

rozmawiał: Andrzej Zawadzki

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 
Jest takie słowo, które nie tylko chciałbym ratować, ale nawet je ratuję. W prosty sposób – używając. To słowo to „materklasy”. Choć nie wiem, czy posługiwanie się nim jest dozwolone, skoro określenia próżno szukać we współczesnych słownikach. Jest typowym słowem w zaniku, bo starsze słowniki je uwzględniały. A tymczasem to bardzo wygodne określenie. Wygodne, bo zastępuje nazwy konkretnych przedmiotów, które trzeba by było wymieniać, często nie znając ich nazw. Kiedyś słyszałem wiele opowieści o tym, jak to przyszedł malarz, przyniósł swoje materklasy i zniknął. Oczywiście, po wzięciu zaliczki. Te materklasy były formą uwiarygodnienia malarza, tego, że kiedyś pomaluje nam jednak mieszkanie; a nie wszystkie narzędzia – poza pędzlami – potrafiliśmy konkretnie nazwać. Więc ogólne określenie na wszystko bardzo pomagało. Podobne znaczenie mają słowa: klamoty, graty, ale jednak są to określenia o raczej pejoratywnym zabarwieniu. Kiedy malarz godził robotę, przynosił więc materklasy, kiedy potem długo się nie zjawiał, złożone gdzieś w kącie materklasy stawały się gratami, i wyraźnie nas denerwowały. Dziś, kiedy nie potrafię nazwać elementów zabawy mojego kilkuletniego wnuka, też go proszę, by zabrał z podłogi swoje materklasy, bo nie mogę ani przejść, ani nie potrafię nazwać leżących na podłodze elektronicznych zabawek. Więc słowa używam, bo uważam, że jest ładne, a przede wszystkim wygodne.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych