logotyp
Kazimierz Błaszkiewicz

Kazimierz Błaszkiewicz, mój dziadek

Uratowane słowo: letnisko

rozmawiała: Anna Błaszkiewicz

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 
W Pilawie mieszkała pani Nalewczyńska, która miała gospodarstwo i drewniany dom z pokojami do wynajęcia. Trzeba się było do niej wybrać już zimą, żeby ustalić wszystkie szczegóły. W wyniku tych pertraktacji, co roku, na początku lipca, zajeżdżała wozem konnym na Plac Trzech Krzyży w Warszawie, gdzie mieszkaliśmy. Na wóz pakowaliśmy cały dobytek – kołdry, pościel, garnki, talerze, ubrania, a potem siadaliśmy z mamą na górze, na tych wszystkich betach, i jechaliśmy na letnisko. Pokój z kuchnią wynajmowaliśmy na całe dwa miesiące.
Od 1928 r., kiedy miałem 5 lat, aż do wybuchu wojny, spędzaliśmy tam każde wakacje.
Na letnisko do Pilawy przyjeżdżała też moja przyszła żona, Zosia, ze swoją mamą, czyli panią Gajewską, pani Nowakowa z Krysią i Gienkiem, no i pani Kellerowa. Jej córka strasznie się we mnie kochała, kiedy mieliśmy po 6 lat.
Tata pracował i przyjeżdżał do nas co tydzień, w sobotę po południu – z utęsknieniem czekaliśmy na niego na dworcu. Wracał do Warszawy raniutko w poniedziałek, pierwszą ciuchcią. Tak mówiliśmy na kolejkę wąskotorową, która dowoziła go na plac Unii Lubelskiej. Tą kolejką nasze mamy jeździły też na targ do Góry Kalwarii, gdzie kupowały żywe kurczaki, jarzyny, masło, śmietanę. My za to zbieraliśmy szyszki i suche gałęzie na opał. Musieliśmy uciekać przed gajowym, bo robiliśmy to bez jego pozwolenia – tamtejsze lasy należały wtedy do Potockich.
Całe dnie spędzaliśmy w Żabieńcu, nad rzeką. Jeździliśmy też na rowerach, graliśmy w dwa ognie i siatkówkę, rozwieszając między drzewami sznurek od bielizny. No i urządzaliśmy sobie olimpiadę – szczególnie lubiliśmy rzucanie oszczepem, czyli kawałkiem gałęzi, dyskiem, czyli płaskim kamieniem, no i biegi. Chodziliśmy do lasu na grzyby, jagody i borówki. Wracaliśmy cali pogryzieni przez komary. Na słonecznych polanach dojrzewały poziomki, do dziś pamiętam ich zapach. I smak pierogów z jagodami, które robiła mama.

***

W czasie okupacji pojechaliśmy z Gienkiem Nowakiem na rowerach do Pilawy. Z ciekawości, pod pretekstem kupienia ziemniaków. Ale nikt tam nie chciał rozmawiać z dawnymi letnikami.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych