logotyp
Czesław Dobrzyński

Czesław Dobrzyński, dziadek

Uratowane słowo: iluzjon

rozmawiał: Igor Dobrzyński

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 
W czasach kiedy centra handlowe nie były na każdym rogu, parki rozrywki nie były czynne siedem dni w tygodniu, a teatr był bardzo drogi i dostępny tylko w dużych miastach, prawdziwą atrakcją był iluzjon. Tak określane było kino – zarówno to, które przyjeżdżało do wsi, żeby zapewnić rozrywkę w mniejszych miejscowościach, jak i to wybudowane, z wielkim ekranem i składanymi krzesłami.
Na wsi iluzjon był bardzo popularną i jedyną rozrywką kulturalną. Regularnie raz w miesiącu przyjeżdżała ekipa filmowa, która zajmowała się sprzedażą, kontrolą biletów oraz projekcją filmu.
Nie było wyboru repertuaru, przyjeżdżali z jednym filmem produkcji polskiej. Bardzo często zdarzało się, że w trakcie projekcji był wyłączany prąd, a tak usterka techniczna trwała nawet do dwóch godzin. Z czasem ekipa filmowa przyjeżdżała na wieś ze swoim agregatem prądotwórczym, który zagłuszał dźwięk w filmie. Wraz ze wzrostem popularności iluzjonu, aby zaspokoić potrzeby wszystkich widzów, filmy wyświetlano na zewnątrz, np. na terenie boiska szkolnego, a mur szkoły służył jak ekran. Pamiętam jak bardzo cieszyliśmy się kolegami, że idziemy do iluzjonu na western i że to popołudnie spędzimy wyjątkowo.
Ratujmy iluzjon, gdyż jego wydźwięk jest bardzo magiczny i nie kojarzy się tylko z zestawem popcornu.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych