logotyp
Anna Orzechowska

Anna Orzechowska, mama

Uratowane słowo: gzik

rozmawiał: Michał Orzechowski

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 
Mam na imię Anna. Jestem już babcią. Chciałabym dla moich wnuków, ale też dla wszystkich młodych ludzi ocalić od zapomnienia słowo „gzik”.
Kiedy byłam dzieckiem zawsze z niecierpliwością czekałam na piątkowy obiad. Tak! Wcale nie niedzielny a piątkowy. Babcia gotowała pyry (ziemniaki) w mundurkach, podawała w dużej misce na stół. Każdy obierał swojego ziemniaka, dodawał masełko, solił. I wtedy na tym piątkowym rodzinnym stole pojawiał się gzik. Tylko babcia potrafiła zrobić gzik, który wszystkim bez wyjątku smakował. Biały ser rozgnieciony widelcem, do tego pyszna kwaśna śmietana, pokrojona drobno cebula, szczypiorek, rzodkiewki (kiedy był na nie sezon), sól, pieprz. To właśnie mój kochany wielkopolski gzik. Pyszne, poczciwe, polskie, proste danie.
Teraz coraz rzadziej używa się tego słowa. Mamy twaróg, twarożek, ser, serek, kremowy, grani, wiejski, domowy. Od wyboru do koloru. Nie trzeba go przyrządzać, bo można go po prostu kupić w sklepie. Ale to nie to samo. Z gzikiem związany był cały piątkowy rytuał.
Przygotowuję gzik w swoim domu. Może nie jest taki, jak mojej babci, ale jest. Wszyscy bardzo go lubią, nawet wnuki. Dzieciaki rozjechały się już po Polsce, ale często opowiadają, że gdy zrobią gzik dla swoich przyjaciół, bardzo im smakuje. To taka „promocja” gziku w Warszawie, Łodzi i Krakowie.
Zróbmy coś, żeby ocalić gzik od zapomnienia. I gzik – potrawę, i gzik – słowo. Przyznacie, że poza wszystkim gzik to słowo bardzo fajne – zabawne, sympatyczne, które pięknie brzmi. Gzik.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych