logotyp
Katarzyna Bonda

Katarzyna Bonda, pisarka

Uratowane słowo: dzierlatka

rozmawiała: Marta Kawczyńska

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Według słownika języka polskiego to określenie wesołej, pełnej optymizmu, młodej dziewczyny. Posiada także drugie znaczenie: nazwa niewielkiego ptaka z rodziny skowronków, o szaroziemistym upierzeniu, z charakterystycznym, szczeciniastym czubkiem na głowie. Występuje w Eurazji oraz w północnej Afryce (w Polsce objęty ochroną).

Nie bez powodu przytaczam tutaj oba znaczenia tego przemiłego dla ucha słowa. Melodia języka, energia, którą każde z nich niesie, ma bowiem niebagatelne znaczenie. Nie tylko, kiedy piszę powieść. Także w codziennej rozmowie dobieram słowa świadomie. W tym akurat słówku (zdrobnienie, choć ich nie znoszę, zdaje się być tu naturalne) pobrzmiewa przekora, szelma. Ten, kto go używa, musi mieć poczucie humoru.

Z dzierlatką nic nie jest takie, jakie się z początku wydaje. Przygód czeka cię wiele, ale wszystko skończy się dobrze. Młoda dziewczyna nawet fizycznie ma w sobie coś z niedużego ptaka. To stworzenie urocze, skrzydlate, płochliwe i choć może nie zachwycać oszałamiającą urodą (to się z czasem zmienia, bo z dzierlatek zwykle wyrastają rasowe piękności) jest w niej słodycz – przynajmniej do trzydziestki. I z pewnością nie ma w niej krzty wulgarności. Wszystko jesteśmy jej skłonni wybaczyć, choćby była głupiutka. Naiwne postrzeganie świata jako paletę dobroci, z nutką zaledwie zła, kwalifikujemy jako jedną z jej nieodłącznych cech. Dzierlatka bowiem jest w stanie zauroczyć babcię trafnym komplementem, przyniesie zakupy choremu wujkowi, wejdzie na drzewo by narwać zielonych jabłek, niechcący stłucze szybę podczas gry w piłkę na podwórzu, zatańczy salsę, przeskoczy ognisko, w dwa dni przeczyta grubaśne tomisko, a w wolnej chwili przekabaci na jasną stronę największego szubrawca, gdyż z natury swej dzierlatka to istota uśmiechnięta, szczera, pełna energii i dobrej woli.

Wybrałam do uratowania właśnie to słowo, by zaprotestować przeciwko ogólnemu lobbowaniu brzydoty i bylejakości. Tak w słowach, zachowaniu, relacjach społecznych i intymnych. Nie apeluję tutaj o dulszczyznę lub przerost form lecz o powrót do wzajemnego szacunku. W czasach, kiedy dziewczynę nazywa się laską, dżagą, żyletą, siksą, barbie, blacharą, cielęcinką, dziunią, fruzią, szprychą, świnią – dzierlatka jest jak świeży powiew powietrza. Oddaje w pełni to, czym jest dziewczęcość.

Każda kobieta w głębi serca pozostaje dzierlatką. Bywają nią także staruszki. Zostają zdemaskowane, kiedy limerykiem serce rozgrzeje poeta, bądź gdy usłyszą starą piosenkę w pierwszym programie Polskiego Radia. Albo gdy sąsiad z trzeciego piętra sprawi takiej niespodziankę, stawiając pod jej drzwiami świeże kwiaty. Pierwsze randki odbywać będą pod pretekstem wspólnego spaceru na cmentarz jego zmarłej żony i jej nieżywego już męża. Potem wynajmą lokal jego, a zamieszkają u niej – dzierlatki.

Jest więc to słowo uniwersalnym, wnoszącym w nasze życie codzienne uśmiech, optymizm i wiarę w lepsze jutro. Nie wiadomo dlaczego działa jak balsam na kobiecą duszę i rozmiękczy najtwardsze serce. Nigdy, przenigdy nie obrazi płci damskiej w żadnym wieku. Mówcie panowie tak do swoich wybranek. Może się uśmiechną, podniosą jedną brew w geście zdziwienia, a może nic nie powiedzą. Ale zobaczycie na ich twarzach delikatny rumieniec. To znak, że macie okazję obcować ze stuprocentową dzierlatką.

Materiały na tej podstronie (tekst i zdjęcie) są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych