logotyp
Wojciech Jagielski

Wojciech Jagielski, dziennikarz i pisarz. Był korespondentem wojennym podczas konfliktów zbrojnych w Afganistanie, Tadżykistanie i Czeczenii.

Uratowane słowo: biesiada

rozmawiał: Robert Pruszczyński

Podziel się Wykop Zaćwierkaj 

Co Pana drażni we współczesnym języku?

Irytuje mnie zastępowanie polskich słów anglicyzmami. Jak można mówić „fighter” zamiast „wojownik” lub „play maker” na rozgrywającego? Wolę do swoich tekstów wpleść staropolskie określenia: karczma, zajazd, biesiada…

Biesiada nie kojarzy się Panu z przaśnością, z Galą Piosenki Biesiadnej?

Nie ma w tym nic złego! W Gruzji, kiedy szedłem na kolację do małej restauracji i trafiałem przypadkowo na wesele czy urodziny, od razu wciągano mnie do zabawy. Tamada, czyli biesiadny wodzirej, dbał o odpowiednią atmosferę przy stole, pilnował, żeby żaden gość nie wypił ani za dużo, ani za mało. Nigdy nie wypiłem tyle alkoholu, co na Kaukazie!

Dużo czasu spędza Pan w krajach o kulturze innej niż polska. Czy zdarzyło się Panu za dużo powiedzieć lub zrobić w trakcie biesiady?

Nie, może dlatego, że w trakcie biesiady nie rozmawia się o sprawach poważnych, najczęściej wszyscy żartują. To rodzaj publicznego wystąpienia. Dodatkowo, staram się poznać zwyczaje miejsc, które odwiedzam. Tak jak w Polsce nie bekam przy stole, do Afgańczyka nie powiem: „Pokaż mi swoją kobitę” lub nie zapytam, dlaczego przy stole siedzą sami faceci.

Co przeniósłby Pan z zagranicznych biesiad do Polski?

Przede wszystkim sam zwyczaj biesiadowania. Dziś nie ma prawdziwych biesiad, spotkań bardzo różnych ludzi. Jakiś czas temu moja klasa z podstawówki spotkała się po trzydziestu latach od skończenia szkoły – uczyłem się w Kolnie na Podolu. Teraz każdy z nas zajmuje się czymś innym. Zebraliśmy się w mieszkaniu jednej z koleżanek. Trzydzieści osób. Początkowo czuliśmy się nieswojo, później już śmiałem się nawet z rzeczy bardzo niestosownych.

Na czym polega magia biesiadowania? Popularne są tematyczne spotkania, np. biesiady literackie, poetyckie.

Mógłbym co najwyżej wziąć udział w biesiadzie dziennikarskiej, ale to jest mniej naturalne. W biesiadzie liczy się wspólnotowość i przypadek. Atomizujemy się, ograniczamy nasze kontakty do ludzi podobnych do nas, a biesiada wymusza kontakt z odmiennymi, nie mniej ciekawymi osobami. Lekarz, geograf, dziennikarz, inżynier w czasie biesiady muszą znaleźć punkty styczne dla nich wszystkich.

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Ojczysty - dodaj do ulubionych 2018.

OJczysty - dodaj do ulubionych